Siatkarze Asseco Resovii zrobili, co do nich należało, pokonali w trzech setach beniaminka z Wielunia i w tabeli PlusLigi przesunęli się z szóstego na piąte miejsce. Mecz stał jednak na bardzo słabym poziomie.
Siatkarz Wieluń - Asseco Resovia 0-3 (20-25, 22-25, 18-25).
SIATKARZ: Stelmach, Sarnecki, Nowak, Zajder, Wołosz, Kordysz, Kryś (libero) oraz Matejczyk, Lubiejewski, Błoński, Ferreira.
ASSECO RESOVIA: Redwitz, Oivanen, Perłowski, Kosok, Akhrem, Wika, Ignaczak (libero) oraz Papke, Mika.
Sędziowali Jacek Hojka (Wrocław) i Dariusz Jasiński (Bydgoszcz). Widzów 1300.
Broniący się przed spadkiem gospodarze przegrali szóste kolejne spotkanie, popełnili niezliczoną ilość błędów i doprawdy trudno pojąć, że w lidze mistrzów Europy znalazło się miejsce dla takiej drużyny. Dzięki dobremu rozpoczęciu sezonu Siatkarz wciąż plasuje się w tabeli wyżej od Jadaru Radom i Politechniki Warszawskiej, ale dziś to murowany kandydat do spadku. Podopieczni Damiana Dacewicza chyba nie wierzyli w możliwość sprawienia niespodzianki. Niby się starali, niby nie zwalniali ręki podczas zagrywki - jednak w decydujących momentach zawodzili na całego. Nie miał też beniaminek lidera. Kogoś, kto wstrząsnąłby towarzystwem i kazał kolegom podnieść głowy.
Resoviacy dostroili się do nędznego poziomu, choć w pierwszym secie jeszcze zagrali poprawnie. Spokojnie i konsekwentnie, wykorzystując każde potknięcie rywala. Bardzo długo utrzymywał się remis, ale po drugiej przerwie technicznej rzeszowianie pozwolili miejscowym zdobyć zaledwie pięć punktów.
Set numer dwa to komedia pomyłek. Nieprawdopodobne było to, w jaki sposób zawodnicy z Wielunia tracą okazje do objęcia prowadzenia. Wicemistrzowie Polski skończyli w tej partii zaledwie osiem ataków, ale aż 10 punktów otrzymali w prezencie. Rzeszowianie przyjmowali na poziomie 30 procent! To najgorszy ich wynik w tym sezonie.
Kolejna odsłona do efektownych także nie należała, choć kolorytu dodał jej kapitalnie serwujący Łukasz Perłowski, który zastąpił dziś chorego Wojciecha Grzyba.
(TSZ)