- O dwóch pierwszych setach pojedynku ze Skrą pragniecie chyba jak najszybciej zapomnieć?
- Zdecydowanie, nie ma do czego wracać. Zlali nas niemiłosiernie - przyznaje ze smutkiem przyjmujący Asseco Resovii Marcin Wika.
- Skra powetowała sobie pucharową porażkę. Liczyliście się chyba z tym, że bełchatowianie od samego początku zagrają agresywnie?
- Swoją taktyką nas nie zaskoczyli. Rzecz w tym, że od strony mentalnej ponownie powróciliśmy do tego, co miało miejsce w poprzednich ligowych pojedynkach. Nie mogliśmy się wstrzelić w zagrywkę, słabo przyjmowaliśmy i źle wyglądaliśmy w ataku. Przebudziliśmy się trochę za późno.
- Wierzy Pan, że w tym sezonie Asseco Resovia jeszcze znajdzie sposób na Skrę?
- Tak, ale pod warunkiem, że zagramy na sto - co ja mówię! - ponad sto procent naszych możliwości.