Starcie mieleckich szczypiornistów z nadspodziewanie dobrze spisującą się ostatnio Olimpią było najciekawiej zapowiadającym się meczem tej kolejki. Emocji przy ulicy Solskiego było jednak jak na lekarstwo, a gospodarze potwierdzili, że ze swojej hali uczynili niemal twierdzę.
SPR BRW Stal Mielec - Olimpia Piekary Śląskie 43-30 (16-11)
Sędziował Piotr Eichler oraz Andrzej Kierczak (Kraków). Kary: 12 min. - 22 min. Widzów 1000.
STAL: Jarosz, Lipka - Wilk 8, Janyst 1, Najuch, Sobut 4, Tyniec, Szpera 6, Babicz 5, Kubisztal 2, Gawęcki 5, Basiak 5, Prakaptsou 3, Krzysztofik 4.
OLIMPIA: Kowlaczyk, Szenkiel - Ogórek 1, Biernacki 6, Kostrzewa, Smolin 2, Chojniak, Piec, Kowalski 10, Pakuła 4, Rosół 2, Janasz 2, Płaczek 3, Hampel.
Z dużej chmury mały deszcz - to chyba trafne określenie tego spotkania. W Mielcu nie dopuszczano myśli o kłopotach w sobotnim pojedynku, ale liczono też na "coś więcej" ze strony drużyny Piekar Śląskich. Szczególnie zawiedziony postawą gości był trener Stali Ryszard Skutnik - Srogo się rozczarowałem. Myślałem, że dłużej z nami powalczą, a tymczasem kroku dotrzymali nam jedynie przez piętnaście minut. Główna w tym zasługa ich bramkarza, który wybronił parę piłek - mówił.
Ciężar gry na swoje barki wziął Paweł Wilk. Dzięki temu "odpocząć" mogli sobie dwaj liderzy mieleckiego zespołu Grzegorz Sobut i Łukasz Janyst. Do pełni formy wraca natomiast Marek Szpera, u którego po kontuzji nie ma już praktycznie śladu.
Ponownie najsilniejszą bronią Stali był kontratak. - Cały czas na tym bazujemy. Szybka gra w ofensywie to nasza siła i efekty są widoczne - cieszył się szkoleniowiec gospodarzy. - Małe problemy ze skutecznością mieliśmy w początkowych fragmentach pierwszej odsłony. Z minuty na minutę jednak chłopcy się rozpędzili i pokazali klasę - dodał.
Była to trzynasta kolejka spotkań, a liczba ta po dzisiejszym dniu pechowo kojarzyć się będzie tylko zawodnikom ze Śląska, którzy drugi raz w tym sezonie dostali "lanie" od lidera rozgrywek.
Tomasz Czarnota