- Obecność Daniela Castellaniego nie stanowiła dodatkowego bodźca. Wystarczyło, że pamiętałem, co śpiewali i jaką flagę wywiesili podczas pucharowego meczu w Bełchatowie kibice Resovii - mówi środkowy mistrzów Polski Marcin Możdżonek.
- Porażka z Resovią w Pucharze Polski musiała Was bardzo zaboleć, bo dzisiaj obejrzeliśmy zupełnie inną Skrę...
- Mieliśmy się za co rewanżować. Nienawidzimy przegrywać - to po pierwsze. Po drugie: chcieliśmy coś udowodnić, hmm, nie mogę o tym mówić, bo grozi za to kara (zawodnik nawiązał do decyzji sędziów podczas pucharowego starcia w Bełchatowie - red), ale najbardziej zmobilizowało nas zachowanie rzeszowskich fanów, którzy w naszej hali wywiesili transparent z napisem "Game over". Tymczasem gra dopiero się zaczęła!
- Nadspodziewanie łatwo wygraliście dwa pierwsze sety.
- Spacerek to znowu nie był. Perfekcyjna gra blokiem? Cóż, rozgrywający Resovii miał maksymalnie trudne zadanie, bo jego koledzy nie przyjmowali naszej zagrywki. W takich okolicznościach łatwiej ustawić się w obronie.
- Pan też kapitalnie serwował. Po jednej z serii odwrócił się Pan w stronę selekcjonera Daniela Castellaniego i znacząco się uśmiechnął.
- Otrzymałem od niego rozpiskę dodatkowych zajęć, pracuję nad tym w klubie i, jak widać, są efekty. Chciałem mu podziękować.
Tomasz Szeliga