- Tak się składa, że najważniejsze gole strzelam w meczach z Pelikanem Łowicz - uśmiecha się napastnik Piotr Chlipała, który zdobył właśnie swoją pierwszą bramkę dla Resovii.
- Zapewnił Pan Resovii spokojne święta. To chyba miłe uczucie?
- Bardzo miłe (śmiech). Szło nam jak po grudzie, bo też i Pelikan nie należy do najłatwiejszych przeciwników. Najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło. Chcąc awansować, musimy wygrywać na swoim boisku.
- Wiosną gole dla Resovii strzelają piłkarze, którzy wchodzą do gry z ławki...
- I bardzo dobrze. Zespół, który bije się o pierwszą ligę musi mieć szeroką, wartościową kadrę. Każdy chce grać jak najdłużej, ale liczy się dobro drużyny, a nie własny interes. Mam nadzieję, że niebawem dołączy do nas Sebastian Hajduk i w ataku będziemy naprawdę bardzo mocni.
- Gol był przedniej marki, bo piłka idealnie "siadła" Panu na nodze.
- Trafiłem czyściutko. Chwilę wcześniej przemknęło mi przez głowę, że to będzie ta akcja. Intuicja nie zawiodła.
- Jak dawno temu zdobył Pan równie ważną bramkę?
- W barwach Sandecji, też z Pelikanem. Wygraliśmy wówczas 1-0 i zbliżyliśmy się do pierwszej ligi.
Tomasz Szeliga