Drugi trener siatkarek Stali Mielec dla portalu sportowetempo.pl o wyzwaniu, jakim jest praca z kobietami, artystycznych duszach i pomaganiu Błękitnym Ropczyce.
- W tym sezonie zadebiutowałeś jako trener, zostając asystentem Rafała Prusa w Stali Mielec. Jak się czujesz w nowej roli?
- To wyzwanie. Wspólnie z Rafałem tworzymy najmłodszy trenerski duet w ekstralidze kobiet. Moja siatkarska kariera powoli zbliża się do końca. Już kilka lat temu wspominałem, że pragnąłbym spróbować sił w trenerce. Nadarzyła się okazja, więc z niej skorzystałem. Tak się złożyło, że debiut wypadł w moim rodzinnym Mielcu. Tutaj przed laty zaczynałem przygodę z siatkówką.
- Jesteś współodpowiedzialny za wyniki mieleckiej Stali. Jednak wciąż jeszcze czynnie grywasz w siatkówkę. Nie tak dawno temu pomogłeś młodej drużynie Błękitnych Ropczyce utrzymać się w II lidze. Nie było chyba łatwo łączyć obie funkcje?
- Zgadza się, to wymagało z mojej strony sporej dyscypliny. Błękitni utrzymali się w drugiej lidze, teraz mogę już spokojnie koncentrować się na pracy z dziewczynami. Wierzę, że Stal także pozostanie w siatkarskiej elicie.
- A propos twoich występów na siatkarskich parkietach, po odejściu z Resovii rzadko pokazywałeś się w Rzeszowie...
- Trudno aby było inaczej, skoro występowałem w KS Poznań z którym byliśmy dosłownie o krok od wywalczenia awansu do ekstraklasy. Potem był jeszcze sezon gry w Górniku Jaworzno. W Poznaniu grałem z Michałem Kubiakiem, który obecnie robi furorę we włoskiej Serie A2 w barwach Pallavolo Padwa. Do Rzeszowa zaglądałem rzadko, bo miałem za daleko. Jednak wyniki Resovii śledziłem na bieżąco w internecie.
- Praca z kobietami do najłatwiejszych chyba nie należy?
- Oj tak, mogę już coś na ten temat powiedzieć (śmiech). Sprawdza się to stare przysłowie, że kobieta zmienną jest. Na szczęście Rafał i ja znajdujemy wspólny język z dziewczynami.
- Podobno udało wam się zmontować wyjątkowo zgraną paczkę, co w przypadku kobiet nie jest takie proste?
- Dziewczyny są ze sobą mocno zżyte. To pomaga zwłaszcza w tych trudnych momentach, kiedy przychodzi toczyć boje decydujące o dalszej przyszłości zespołu. Żyjemy ich problemami, pomagamy na ile umiemy. A tak na marginesie, wiemy nawet do jakich salonów fryzjerskich czy kosmetycznych uczęszczają.
- Znajdujesz jeszcze czas, żeby pielęgnować swoją drugą pasję - malarstwo?
- Malarskie akcesoria oddałem Anicie Kwiatkowskiej. Jest bardzo utalentowana. Czasami służę jej radą.
- W Resovii nie byłeś jedyną artystyczną duszą...
- Marka Wilka pochłaniała poezja. Pisał wiersze. Z kolei Piotrek Podpora świetnie grał na gitarze, komponował własne utwory, podobnie jak Jacek Trojanowski (młodszy brat żużlowca Rafała - red.), który zapowiadał się na dobrego siatkarza, ale ostatecznie został mechanikiem.
- Twoje plany na przyszłość?
- W pierwszej kolejności utrzymać Stal w ekstraklasie. Jak dopisze zdrowie to postaram się jeszcze pograć w Błękitnych. Namawia mnie do tego wielki entuzjasta, a zarazem długoletni sponsor tego zespołu Mirosław Jamróz. To człowiek z klasą, komuś takiemu nie wypada odmawiać.
Marek Styka