- Pewnie to, że znam zespół i dużą grupę piłkarzy miało wpływ na decyzję zarządu Sandecji. Cieszę się, że wybrano właśnie mnie - mówi Robert Moskal, nowy trener Sandecji.Zwolniony Mariusz Kuras odsłania mało eleganckie kulisy rozstania z klubem.
Moskal, który wprowadził Sandecję do I ligi, nie ma zadry w sercu po tym, jak klub - mimo sukcesu - nie przedłużył z nim wtedy umowy. - Taki mamy zawód, zawsze musimy być przygotowani na takie rzeczy - mówił w środę dyplomatycznie.
W środę poprowadził też pierwszy po powrocie trening z zespołem. - Było widać dużo zaangażowanie, myślę, że w zawodnikach tkwi sportowa złość, bo rzadko dostaje się sześć bramek. Na pewno będą chcieli mieć spokojniejszą zimę i w Gdyni powalczą o lepszy wynik - mówi nowy trener.
W czwartek ma podpisać umowę z klubem, będzie obowiązywała do czerwca. - Wszystko już zostało ustalone, papier zostanie przygotowany w czwartek. Mam postawiony cel, od jego realizacji również jest uzależniony mój czas pracy w Nowym Sączu. Ja chcę, żeby zespół zaczął punktować - mówi Moskal.
Liczy, że efekt nowej miotły zadziała już w Gdyni, bo nie planuje rewolucyjnych zmian w składzie i ustawieniu drużyny: - Rewolucji w ciągu dwóch dni nie mogę zrobić. Wielka rewolucja się więc nie zdarzy. Być może nastąpią jakieś drobne korekty. Na pewno nie będziemy zmieniać ustawienia.
Moskal rozmawiał ze zwolnionym z Sandecji Mariuszem Kurasem. - Dobrze nam się rozmawiało, trener Kuras służy pomocą, jeśli będzie potrzeba. Cieszę się, że między nami nie ma niesnasek. Przecież my się nie zwalniamy...
Rozstanie Mariusza Kurasa z Sandecją nie będzie jednak tak gładkie. Zwolniony szkoleniowiec zdradził, że jest zaskoczony decyzją zarządu klubu, bo nie doszło do niej za porozumieniem stron. - Wbrew temu, co można przeczytać, nikt ze mną nie rozmawiał o sytuacji w drużynie, o możliwości zaradzenia temu! Jak na razie widziałem się z wiceprezesem Wiesławem Leśniakiem, który we wtorek wieczorem przyjechał do mnie, by oświadczyć o zwolnieniu. Wciąż mnie obowiązuje podpisany kontrakt. Jako, że ze mną nikt nie podjął stosownych rozmów ciągle jestem pracownikiem Sandecji. Jest to o tyle dziwne, że zajęcia prowadzi nowy trener, choć ja wciąż jestem. Umowa obowiązuje - mówi Kuras portalowi sadeczanin.info. Ostro ocenia teraz aspiracje sądeckiego klubu: - Sandecję trzeba cały czas budować, a mówienie o awansie to naprawdę daleka przyszłość. Na dzisiaj klub pod żadnym kątem nie jest na to gotowy.
ST