Facebook
kontakt
logo
Tempo logo
„Tempo” wraca! Kultowa gazeta sportowa – przez dekady obowiązkowa lektura kibiców w całej Polsce – już wkrótce w wyjątkowej książce. Ponad 50 lat historii tytułu opowiedzą jego najbardziej znani dziennikarze. Odsłonią kulisy fenomenu „Tempa”, które wychowało tysiące oddanych Czytelników. Pierwsze materiały i archiwalia – najpierw u nas w Internecie! Dlaczego „Tempo” rozpalało emocje? Co kochali w nim kibice, czego nie mieli nigdzie indziej? Skąd wziął się kult, który trwa do dziś? Odpowiedzi w kolejnych rozdziałach książki:
Strona główna > Artykuły / Felietony / Komentarze
„TEMPO”, na zagranicznych wyjazdach. Majka Lisińska-Kozioł: Za celuloidową piłeczką2026-07-19 14:51:00

Sofia, Manchester, Eindhoven, Mediolan, Seul

Za celuloidową piłeczką i nie tylko


Pierwszy raz na delegację zagraniczną z „Tempa” pojechałam w 1996 roku do Sofii na ME w łyżwiarstwie figurowym. Dostałam nawet trochę miejsca na relacje na pierwszej stronie gazety, mimo że łyżwiarstwo to nie piłka nożna. Jak większość moich redakcyjnych wyjazdów, także i na ten musiałam sobie znaleźć sponsora, więc grosza miałam jak na lekarstwo. Noclegi zaoferował mi u swojej cioci kolega z redakcji Chrystian Ślusarczyk i pewnie tylko dlatego wystarczyło mi pieniędzy. Zresztą o mało ich nie straciłam razem z paszportem i powrotnym biletem lotniczym, kiedy to przed sklepową wystawą przysunęła się do mnie jakaś kobieta, a ja moment później poczułam jej dłoń w swojej torebce. Krzyknęłam, a ona uciekła.


W Sofii żywiłam się głównie hot-dogami – od tamtej pory ich nie znoszę – bo po pierwsze były tanie, a po drugie sprzedawano je w budkach obok hali lodowej, a jako początkująca dziennikarka nie chciałam niczego przeoczyć, więc siedziałam na lodowisku od rana do wieczora. Wsparciem dla mnie okazała się Lidka Nowakowa z katowickiego „Sportu”, znacznie bardziej ode mnie doświadczona i obeznana w tajnikach łyżwiarstwa. Od razu się polubiłyśmy. Lidka ceniła osoby, które pracują samodzielnie, a nie żerują na kolegach. To wtedy, jako przestrogę, opowiedziała mi historię, jaka przydarzyła jej się podczas łyżwiarskich mistrzostw świata. Zrobiła tam ekskluzywny wywiad z którymś z czołowych zawodników, posłała do redakcji i bardzo z siebie zadowolona czekała na gratulacje. Tymczasem dostała sygnał, że dokładnie taką samą rozmowę, kilka godzin przed nią, opublikował PAP. Okazało się, że jeden z dziennikarzy stanął w pobliżu Lidki i nagrał na dyktafon wszystkie jej pytania i odpowiedzi, a potem posłał do PAP-a jako swoje. 


W 1997 roku pojechałam na MŚ w tenisie stołowym, które odbywały się w Manchesterze.

Najlepszym singlistą okazał się tam Szwed Jan Ove Waldner genialny pingpongista, który jako pierwszy w tej dyscyplinie zarobił milion dolarów. Szwed był też gościem rozrywkowym i przez lata uzależnionym od hazardu; w kasynach zostawił ponoć połowę z tego zarobionego w sporcie miliona. Ale pamiętna była dla mnie także wizyta na słynnym Old Trafford, gdzie grają „czerwone diabły”, czyli drużyna Manchesteru United. Duże wrażenie zrobił na mnie ogromny magazyn z pamiątkami piłkarskimi – wówczas w Polsce takich sklepów nie było. Kibice mogli kupić tam nie tylko koszulki, szaliki, czapki z logo ukochanej drużyny dla siebie. Były tam też piłkarskie śpioszki i kocyki dla dzieci, a nawet sygnowane czerwonym diabełkiem prezerwatywy.


Niemal wszyscy mówili też o aksamitnej trawie na boisku Old Trafford. Dotknęłam jej i rzeczywiście okazała się gęsta i mięciutka jak mech. Codziennie wieczorem była spryskiwana, koszono ją w sezonie trzy razy w tygodniu. Zamawiano nawet specjalną prognozę pogody, która pozwoliła zaplanować pielęgnację tej trawy.  


Podczas mistrzostw Europy w tenisie stołowym w Eindhoven w 1998 roku przeprowadzałam wywiad z Andrzejem Grubbą. Rozmowie przysłuchiwali się Leszek Kucharski i Stefan Dryszel. Na koniec chciałam im zrobić zdjęcie. Sięgnęłam do torby po aparat, przyłożyłam do oka, a wtedy usłyszałam głos rozbawionego Grubby: – Tym się nie da. – Ale ja już tym robiłam zdjęcia – powiedziałam. A oni wszyscy pokładając się ze śmiechu skwitowali moje słowa: – No chyba, że robiłaś… Zbita z tropu spojrzałam na przedmiot, który trzymałam w ręce. Był to dyktafon…


Ciekawie było też na ME w łyżwiarstwie figurowym w Mediolanie. Po raz pierwszy dostałam na wyjazd laptopa, a duży i ciężki telefon komórkowy pożyczył mi sam redaktor Andrzej Skowroński. Na miejscu okazało się, że bateria w laptopie nie trzyma, więc nie mogłam nadać korespondencji z hali lodowej. Poszłam po pomoc do biura prasowego. Tam okazało się, że kontakt jest jakieś dziesięć metrów od stolików, przy których siedzieli dziennikarze i pisali na swoich laptopach. Nikt nie potrzebował kontaktu, bo ich baterie działały. Mili włoscy koledzy w kwadrans wyszukali kilka przedłużaczy wetknęli wtyczkę do kontaktu, a drugi koniec… nie pasował do mojego laptopa. Dyktowałam więc  korespondencję przez telefon (komórkowy!), a ktoś w redakcji brał ją… na ołówek.


Jedynym wyjazdem poza Europę, na który wysłała mnie redakcja była 109. sesja Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, która odbyła się 19 czerwca 1999 roku w Seulu. Polska i Słowacja ubiegały się wówczas o wspólne zorganizowanie zimowych IO w 2006 roku. Już w pierwszej turze, z liczbą 53 głosów, zwyciężył jednak włoski Turyn. Zanim rozpoczęły się głosowania postanowiłam na własną rękę pozwiedzać Seul. Wezwałam taksówkę, ale nie mogłam dogadać się z taksówkarzem. Z pomocą przyszedł recepcjonista, z którym trochę na migi, a trochę po angielsku doszliśmy do porozumienia. Taksówkarz powiedział cenę za trzy godziny jazdy po Seulu. Dostał pieniądze i polecenie, żeby mnie  pilnował i fotografował w miejscach, które mi będzie pokazywał. Z zadania wywiązał się dobrze dodatkowo kłaniając mi się w pas na każdym postoju.


MAJKA LISIŃSKA-KOZIOŁ





więcej wiadomości >>>
2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone
Web design by Raszty