Zielona Góra 1989
„Deszcz albo żużel…”
W 1989 r. finał młodzieżowych indywidualnych mistrzostw Polski na żużlu miał odbyć się 29 sierpnia w Zielonej Górze. Skoro z socjalistycznego podziału pracy z redaktorem Skowrońskim wynikało, że o ile jego domeną jest I liga i mistrzostwa seniorów, moją zaś II liga i wszelakie zawody juniorskie – jakże opuścić?
Więc: poniedziałek, 10. w nocy - marsz na Kraków Główny, aby osobowym dostać się do Płaszowa. Pociągi dalekobieżne omijały w tym czasie rozbudowywany dworzec główny, zatrzymując się wyłącznie w Płaszowie, nocne zaś tramwaje były skasowane. Dotarłem, odczekałem godzinkę albo półtorej, złapałem pośpieszny z Przemyśla, odjeżdżający około 1.; w drogę.
We Wrocławiu piętrowe bipy, rodem z Görlitz, sczepione w skład do Zielonej Góry, stały w gotowości. Szybka przesiadka i znów jazda. Wrażeń krajoznawczych brak: Dolny Śląsk wraz z Ziemią Lubuską zasnuła mgła. Cel osiągnięty o poranku, a zawody – o 16.30. Co robić? Ano – coś zjeść. Było więc śniadanie, był spacer po mieście. Niestety, mgła przeszła w mżawkę, a w takich warunkach wędrowanie cokolwiek nuży. Więc? Jakiś bar, restauracja, kawiarnia. Drugie śniadanie, przekąska, przedobiadek (za to zero elementu baśniowego: służba!). Czas płynął, z mżawki zrobił się deszcz, z deszczu – całkiem porządna ulewa.
Wizyta na stadionie i pytanie: będą zawody? „Czekamy na sędziego, niech decyduje”. Po obiedzie w nieodległej restauracji sędzia już był: wysłał na tor traktory z szynami. Deszcz padał bez ustanku. O odwołaniu finału nikt nie myślał – przed czasem byłoby nieregulaminowe. O 16.30 arbiter ogłosił: jedziemy za godzinę. I choć lało coraz mocniej, znów trzeba było czekać – gdy zaś drugi termin nadchodził, deszcz ustał. Rozpoczęło się bronowanie toru, równoznaczne z kolejnym przesunięciem startu, a kiedy wszyscy witali się z gąską – lunęło. Definitywnie i konkretnie. Koniec balu, panno Lalu.
Poczłapałem na dworzec (przekąsiwszy po drodze podkurek i kolację), doczekałem się pociągu do Wrocławia. Z Wrocławia podjechałem osobowym do Katowic, z Katowic pośpiesznym do Płaszowa. Z Płaszowa do domu już tramwajem.
Prawie 1,5 doby w trasie, kilometrów po Zielonej Górze nie zliczę, podobnie jak kosztów posiłków, które pochłonąłem. Do gazety dałem michałka (pt. „Deszcz albo żużel…”) o treści: „Zaplanowany na 29 bm. finał Młodzieżowych Indywidualnych Mistrzostw Polski na Żużlu został odwołany. Padający praktycznie non stop od poniedziałku deszcz do tego stopnia rozmiękczył zielonogórski tor, że przeprowadzenie na nim zawodów było niemożliwe. W takiej sytuacji impreza zostanie rozegrana najprawdopodobniej 12 września (oczekiwana jest akceptacja GKSŻ)”.
Nie pamiętam nawet, czy coś zarobiłem: pod 12-wierszową jednoszpaltówką (wald) się nie zmieścił.
WALDEMAR BAŁDA