Paryż 1983
Na i obok tatami
Z czasów naczelnego Gretschela zapamiętałem kilka wydarzeń. Po roku pracy, w 1983 r., dzięki jego wstawiennictwu wyjechałem do Paryża na mistrzostwa Europy w judo wraz z Tadkiem Górskim z Gazety Krakowskiej i Majką Sokołowską ze śp. „Sportowca”. Mieliśmy wówczas przyjacielskie relacje z reprezentacyjnym obrońcą, wiślakiem Heńkiem Maculewiczem, grającym jeszcze wtedy w Paris FC i mieszkającym wraz z ówczesną żoną, znaną reprezentacyjną siatkarką, oczywiście wiślaczką, Krysią Mioduszewską w obrębie wielkiego Paryża.
Heniu, popularny „Koń”, odebrał dwójkę krakusów na starym lotnisku Orly i zawiózł do swego mieszkania w Nanterre. Nie da się ukryć, iż noc była upojna: z myślą o gospodarzach przywieźliśmy bowiem pyszną swojską kiełbasę, chleb ze Starego Kleparza i butelki polskiej wódki, a Krysia w roli gospodyni była nader gościnna. Ale nazajutrz trzeba było pojawić się na mistrzostwach i tu w roli przewodnika rewelacyjnie spisał się Maculewicz. Polscy judocy pod wodzą trenera Ryszarda Zieniawy spisali się bardzo dobrze, zdobywając trzy medale: Andrzej Dziemianiuk w kat. 60 kg srebrny krążek, a Janusz Pawłowski (65 kg) i Andrzej Sądej (78 kg) brązowe krążki.
Byłem dumny, kiedy dwukrotnie na gorąco z biura prasowego mistrzostw relacjonowałem na antenie Polskiego Radia zmagania europejskich judoków w wieczornej Kronice Sportowej. Kilka minut wcześniej red. Krzysztof Miklas, oczywiście, zapobiegawczo sprawdzał tzw. trzeźwość mówcy. Pamiętam, iż po zakończeniu czempionatu urwaliśmy się m.in. z „srebrnym” Dziemianiukiem z bankietu ku złości trenera Zieniawy. Taksówka i wylądowaliśmy w dyskotece na Rivoli, w której dominowały Polki. Efekt majowej nocy paryskiej był dość przykry dla mnie – z marynarki wyparowały franki, moje, jak i przeznaczone dla Tadka Górskiego. Nastały kiepskie dni, z pomocą pospieszył wówczas red. Marek Ostrowski z Polskiej Agencji Prasowej, dzięki któremu mogłem posyłać materiały do Krakowa, a z nieocenionym przyjacielskim wsparciem pospieszył Heniu Maculewicz. Do domu wróciłem z kawą, zafundowaną przezeń i innymi paryskimi gadżetami.
Muszę jeszcze wspomnieć, iż przed wyjazdem do Paryża z pomocą pośpieszył mi nie kto inny, jak tylko wspaniały aktor Jurek Trela, z którym byłem zaprzyjaźniony i który kręcił niedawno w stolicy Francji „Dantona” w reżyserii Wajdy. Poznałem dzięki niemu język francuski w miarę przystępnie, jego nauki przydały mi się, kiedy to po majowej dyskotece odwoził mnie z Rivoli na nocleg do Stacji Naukowej PAN czarnoskóry taksówkarz. Widząc, iż jestem ogołocony z kasy, chciał mnie w pierwszym odruchu zawieźć do niedalekiej prefektury policji, wystraszony nie na żarty wykorzystałem wówczas językowe wskazówki mistrza sceny. Taksówkarz machnął z politowaniem na ogołoconego żurnalistę…
ANDRZEJ DOMAGALSKI