LEKCJA GIMNASTYKI (98)
Termalica to nie ciepłe zdroje!
Mieniące się zatroskanymi o przyszłość polskiego futbolu, tak zwane proeuropejskie kręgi, skupione w polskich mediach, osobliwie w Warszawie, jęły gwałtownie objawiać swe głębokie zaniepokojenie!
Najpierw uruchamiają starą, zgraną płytę o tym, że wielka piłka nie ma szans poza wielkimi aglomeracjami miejskimi, najlepiej metropoliami. Lecą wtedy przykłady Londynu, Madrytu, Rzymu, Wiednia, Manchesteru, Barcelony, Monachium, a z ich mnogości ma wynikać twarde prawo, obowiązujące w całej chemisferze piłkarskiej. Następnie, już nieco delikatniej, mową stricte faryzejską, zaczyna się festiwal zdumień i zaskoczeń tym, że gdzieś w polskim buszu, znajdują się ludzie, którzy wykorzystując wolny rynek i swobodę gospodarczą, budują profesjonalne kluby, stawiające sobie wysokie cele w rywalizacji piłkarskiego wyczynu...
Ból zatroskanych jest tym większy, że nie mamy dziś do czynienia z typowo pucharowymi wyskokami jakichś klubików z zabitych deskami zakątków Polski, gdzie diabeł mówi dobranoc, jak na przykład Piast Kobylin (Wielkopolska), czy Cosmos (!) Nowotaniec (Podkarpackie).
Tym razem idzie o regularne rozgrywki zaplecza ekstraklasy, zwanego I ligą, gdzie zaczynają na całego rozrabiać małopolskie drużyny Termalica Bruk Bet z Niecieczy i Kolejarz Stróże. Fakt, faktem, wywodzą się z miejscowości, którym nie przysługuje status stolicy gminy, co nie zmienia faktu ich wysokich lotów sportowych i organizacyjnych. No, ale że wspomniany fenomen kłuje w oczy tych wszystkich, którym nie w smak kształt nowej hierarchicznej geografii polskiego piłkarstwa.
Według jej najnowszej wersji, dziś terytoria peryferyjne, można rzec "Dzikie Pola”, rozciągają się na obszarach takich jak Warmia i Mazury (Olsztyn), Nadodrze (Zielona Góra, Gorzów), Podkarpacie (Rzeszów, Mielec, Tarnobrzeg, Krosno). Również inne ośrodki miejskie, niegdyś ekstraklasowe: Lublin, Szczecin, Wodzisław, Ostrowiec, Dębica, Radom, Jaworzno-Szczakowa, Częstochowa, znajdują się w fazie odmarszu od wysoko kwalifikowanego futbolu. Z sumy tych jednostkowych frustracji z degradacji, płyną po części ironiczne, po części obłudnie zatroskane przekazy pod adresem klubów z Powiśla Dąbrowskiego i Ziemi Grzybowskiej. Najczęściej wygrywana jest semantyka nazw własnych, z pominięciem statutowej nazwy klubu, co ma wywołać efekt - nie wiedzieć dlaczego - rozweselenia u zawistnych kibiców rywali Termaliki i Kolejarza.
Wrażenie merytorycznego podejścia do ogarnięcia fenomenu obu klubów, robią roztrząsania personaliów zawodniczych i oparte na nich, druzgocące odkrycie na miarę Krzysztofa Kolumba: te kluby nie mają własnych wychowanków!!! Paradne to, bo procesy profesjonalizacji i komercjalizacji, a nawet globalizacji, w polskim futbolu zaszły tak daleko, że w naszych najstarszych klubach, takich jak Cracovia i Wisła, ze świecą należy szukać wychowanków. A tu nagle, pryncypialny zarzut pod adresem klasycznych nowicjuszy, czerpiących wzorce działania nie z kapelusza przecież, jeno od przodowników skutecznych metod.
Mówiąc nawiasem, w takim akurat Kolejarzu połowa zespołu, to ludzie z okolicznych małych ojczyzn, a klasycznym przykładem jest Marcin Stefanik, syn Józefa, niegdyś bardzo dobrego piłkarza, ukształtowanego w nieodległej Dębicy, za czasów Igloopolu. Detalicznie, to głównie wychowankowie bratniej i sąsiedniej Sandecji, reszta wychynęła z Tarnowa, Rzeszowa, Ostrowca Świętokrzyskiego...
Termalica pod tym względem pozostaje drużyną bardziej "ogólnopolską”, a w odniesieniu do instytucji trenera, nawet międzynarodową. Z faktu, że Duszan Radolsky podjął pracę w Niecieczy, płynie nauka taka mianowicie, że klub pod względem horyzontów i celów, dawno pożegnał się z opłotkami piłkarstwa i mierzy grubo wyżej. Fachowiec ze Słowaka jest bowiem tęgi, czego dowody zostawił w Grodzisku Wielkopolskim i Chorzowie, zagranicy nie liczę.
Ten tekst powstaje nie w celach wznoszenia kolejnych cokołów, na których lokuje się sprawców sejsmicznych zakłóceń i przewartościowań w polskim futbolu: senatora Stanisława Koguta i małżeństwa Witkowskich. I chociaż zasługują na szczególny rodzaj szacunku, za to, że efekty ich pracy każą się zastanawiać nad kompetencjami niektórych lansowanych latami przez media, matadorów-inwestorów klubowej piłki, od lat aspirujących do roli jej modernizatorów i zbawców zarazem, to przyznać im trzeba postawę iście nowatorską: na sukcesach drużyny nie budują własnej popularności, gdzie indziej mieszającej się z próżnością, a nawet kabotynizmem!
Ten tekst rodzi się z potrzeby pewnej przestrogi dla tych, którym szczere i udawane, zenitalne zdziwienie z faktu, że Termalica Bruk Bet przewodzi I-ligowej stawce, co może oznaczać chęć awansu do ekstraklasy, może doprowadzić do rozmaitych stanów chorobowych, dajmy na to, apopleksji, czy innej zarazy. Radzę zatem po dobroci: proszę zachować równowagę ducha, bo futbol bywa nieobliczalny. I jeszcze warto sięgnąć do przeszłości z lat 70-tych, kiedy podobne do dzisiejszych rozdziawionych dziobów, zdumienie "wielkomiejskiej, lepszej” Polski, dotyczyło robotniczego osiedla mieleckiego, w którym wylęgły się dwa mistrzowskie tytuły Stali. W związku z tym, proszę sobie przypomnieć, co to dało naszej narodowej reprezentacji i do czego się przyczyniło? Ano dało Kasperczaka, Kuklę, Domarskiego, Rześnego, wreszcie Latę, a przyczyniło się do złotego i srebrnego medali olimpijskich oraz zaszczytnych miejsc na pudle w dwóch finałach mistrzostw świata!
Mówi to panom coś!?
Ryszard Niemiec
(GAZETA KRAKOWSKA)
Specjalnie dla portalu SPORTOWETEMPO.PL
Ryszard Niemiec