Czwarte z rzędu zwycięstwo odniosła w T-Mobile Ekstraklasie Korona Kielce, tym razem pokonała niedawnego lidera Śląsk. Ten nie może się wiosną odnaleźć. Nie punktuje, a stylem gry tez nie powala.
Śląsk Wrocław - Korona Kielce 1-2 (1-1)
1-0 Madej 6
1-1 Kijanskas 20
1-2 Malarczyk 76
Sędziował Tomasz Musiał (Kraków). Żółte kartki: Pawelec - Golański.
ŚLĄSK: R.Gikiewicz - Celeban, Fojut, Wasiluk (50 Pietrasiak), Pawelec, Elsner (77 Cetnarski), Kaźmierczak, Sobota, Mila (77 Dudek), Madej, Diaz.
KORONA: Małkowski - Golański (60 Lenartowski), Kijanskas, Stano, Lisowski, Kuzera (76 Malarczyk), Jovanovic, Vukovic, Korzym, Sobolewski, Gołębiewski (86 Bąk).
- Wygraliśmy czwarty mecz z rzędu, ale nie walczymy o europejskie puchary - studził gorące głowy trener Korony Leszek Ojrzyński. - My chcemy wygrać każde najbliższe spotkanie. Piłka nożna uczy pokory i wiemy, że można szybko spaść w tabeli. Mamy krótką ławkę i to może być naszą słabą stroną, podobnie jak jesienią. Wtedy przez dziewięć kolejek byliśmy niepokonani, a potem przyszły słabsze mecze.
Szkoleniowiec podkreślał: - Myślę, że kluczem do zwycięstwa nad Śląskiem zdecydowanie były stałe fragmenty gry, bo strzeliliśmy dzisiaj dwie bramki po rzutach rożnych. Chciałbym dedykować to zwycięstwo mojemu tacie, który odszedł równo pół roku temu, 11 września, właśnie po meczu ze Śląskiem. Myślę, że czuwał nad nami i nade mną, bo te zmiany przez nas dokonane były bardzo trafne.
Trafione, to chyba mało powiedziane. Rezerwowy Malarczyk po tym jak zmienił Kuzerę zdążył tylko dobiec w pole karne i po sekundzie już się cieszył z gola, bo to on głową skierował piłkę do siatki dośrodkowaną z rogu przez Sobolewskiego.
Trener Śląska Orest Lenczyk nie miał wesołej miny: - Na początku mecz się dla nas dobrze ułożył, później natomiast popełniliśmy błędy przy stałych fragmentach gry. To, co było naszą mocną stroną w poprzednim roku kalendarzowym, od pewnego czasu staje się naszą bolączka. Zawsze znajdzie się winny tego, że któryś z zawodników nie został pokryty w polu karnym. Albo stanie się tak, że przegra pojedynek jeden na jeden. Wrzuty piłki w nasze pole karne były wykonywane bardzo dobrze, szczególnie przez Lisowskiego, a tym bardziej boli nas to, że doskonale o tym wiedzieliśmy. Po strzelonej bramce wydawało się, że opanujemy grę, ale było to dość trudne, również ze względu na stan murawy. Jestem zaskoczony, że tak łatwo się daliśmy się rywalom, ale doceniam Koronę za postawienie twardych warunków gry. Dodatkowo w tym starciu straciliśmy zawodnika, bo Marek Wasiluk ma najprawdopodobniej złamany nos.
ST/slaskwroclaw.pl