W wieku 85 lat (ur. 30.07.1940) zmarł Marian Cygan, legendarny krakowski trener, wychowawca wielu znakomitych piłkarzy.
Jako piłkarz (grał na pozycji bramkarza) występował w Cracovii, Tarnovii, Wawelu i Hutniku, ale mając 25 lat zakończył karierę z powodu kontuzji. Jako trener pracował najpierw w Hutniku, gdzie był pierwszym trenerem w 1971, 1983 i w latach 1985-1986, ale przede wszystkim zajmował się szkoleniem młodzieży. Pracował też krótko w Cracovii i Victorii Jaworzno. Potem przez 21 lat był trenerem-koordynatorem w Krakowskim i Małopolskim Związku Piłki Nożnej. Z reprezentacjami Krakowa i Małopolski zdobył kilkanaście medali w rozgrywkach centralnych w różnych kategoriach wiekowych. Dziewięć z nich to złote medale mistrzostw Polski.
Miał wyjątkowy dar do wynajdywania uzdolnionych graczy. Wśród Jego wychowanków albo tych, którzy zaczynali karierę w prowadzonych przez Niego reprezentacjach byli m.in. Krzysztof Bukalski, Mirosław Waligóra, Mateusz Klich, Bartosz Kapustka, Sławomir Peszko, Piotr Giza, Łukasz Surma, Łukasz Skrzyński, Paweł Stolarczyk, Michał Pazdan...
W lutym 2024 roku za całokształt swojej pracy został uhonorowany nagrodą prezydenta miasta Krakowa „Jasna Strona Futbolu”.
Wielkanoc w Luksemburgu
W roku 1958 na Turniej Juniorów UEFA, czyli nieoficjalne mistrzostwa Europy, udało się do Luksemburga aż czterech „krakusów”. Byli to Marian Cygan (Cracovia), Stefan Mazur (Zwierzyniecki), Andrzej Kucharczyk i Andrzej Wełniak (obaj Garbarnia). Cygan był bramkarzem, Mazur stoperem, Wełniak lewym obrońcą, zaś Kucharczyk lewym pomocnikiem.
Mieli szczęście do ludzi, którzy umieli się poznać na ich talencie. Mariana Cygana na przykład wypatrzył legendarny Ignacy Książek, za którego sprawą trafił młody golkiper do „Pasów”. Z kolei Andrzeja Wełniaka przekonał do gry w Garbarni Tadeusz Legutko, wcześniej ceniony zawodnik Wisły, a później dyrektor jednej z krakowskich drukarni prasowych. Wełniak i Andrzej Kucharczyk świetnie czuli się w okolicach Krzemionek, z kolei Stefan Mazur na Błoniach. Do dziś mieści się tam siedziba Zwierzynieckiego.
System selekcji był podwójny. Na szczeblu wojewódzkim służyły temu zgrupowania, na przykład w Suchej, gdzie opiekę nad utalentowaną młodzieżą rozciągnęli m.in. Tadeusz Karzyński, Karol Bielecki, a także kończący studia Antoni Talik. Równocześnie całkiem konkretne sygnały napływały w kierunku ludzi odpowiedzialnych za szkolenie centralne.
Jeszcze jesienią 1957 Cygan, Mazur i Wełniak zagrali w Rzeszowie przeciwko Austrii (3-1). Po obozie przygotowawczym we Wrocławiu, cyklu gier kontrolnych, m.in. z Polonią Bytom i Stalą Rzeszów oraz zgrupowaniu w Warszawie ktoś musiał podjąć decyzję o ostatecznym składzie ekipy wyjeżdżającej na nieoficjalne mistrzostwa Europy do Luksemburga.
Selekcjonerem „Orlików” był akurat… Kazimierz Górski. - Na czym polegał jego fenomen? Umiał nawiązać nić porozumienia z chłopakami, bo doskonale wiedział, że nie wolno gniewać się na zawodników. Nie pozwolił dotknąć nikogo, tworzył dobry nastrój. Potrafił ludzi zjednywać. Niezależnie od kwestii warsztatowych, był świetnym psychologiem i pierwszorzędnym wychowawcą - wspomina Andrzej Wełniak Trenera Wieku. Ale też doskonale pamięta chwile niepokoju, gdy przy podziale całej grupy na poszczególne segmenty długo nie słyszał własnego nazwiska. Wreszcie postanowił wybadać sprawę u Górskiego trener Bielecki. „Wełniak? Spokojnie, on jest przewidziany do najsilniejszego składu”. W istocie oznaczało to nominację na ME.
Za sprawy trenerskie odpowiadał Kazimierz Górski, kwestie organizacyjne spoczywały na barkach zasłużonego działacza centrali Ludwika Ciecierskiego, stroną propagandową wyprawy zajął się Tadeusz Bagier, wówczas redaktor naczelny potężnego „Sportu” z Katowic. Kogo mógł mieć trener Górski do dyspozycji? Ano grupę utalentowanych piłkarzy, z których kilku zrobiło później reprezentacyjne kariery już w reprezentacji seniorskiej. Stało się to na przykład udziałem Ryszarda Grzegorczyka (Polonia Bytom) czy Erwina Wilczka (Górnik Zabrze).
Ale graczy znanych wkrótce z krajowych boisk było znacznie więcej. Choćby Ślązacy Jerzy Jóźwiak, Zbigniew Myga, Joachim Krajczy i jego imiennik Stachuła, znany z występów w częstochowskim Rakowie Jerzy Stachowiak czy pochodzący z Kalisza Zygmunt Marciniak, który świetnie spisywał się zwłaszcza w barwach rzeszowskiej Stali. Razem mieli spędzić Święta Wielkanocne w Luksemburgu, gdzie świat wyglądał zupełnie inaczej niż w powojennej Polsce. Wejście w inną cywilizację, tę kapitalistyczną… A naszą młodzież należało chronić przed zgubnymi wpływami. Służył temu cykl pogadanek, jednym z punktów było przestrzeganie przed szkodliwością Coca-Coli…
Stawkę złożoną z 16 drużyn podzielono na 4 grupy. Rywalami Polaków byli Francuzi, Jugosłowianie i Bułgarzy. Na pierwsze dwa mecze desygnował trener Górski identyczny skład: Cygan - Kempka, Mazur, Wełniak, Rudak, Grzegorczyk, Skwara, Łuczak, Marciniak, Krajczy, Stachowiak. Skutek też był identyczny, oba mecze zostały przegrane, w bardzo podobnych rozmiarach: z Francją 0-2, z Jugosławią 1-3. W obliczu ostatniego meczu, z Bułgarią, postanowił Kazimierz Górski dokonać zmian. Miejsce Cygana między słupkami zajął legionista Mazur. Oprócz niego zagrali Kempka, Nowak, Wełniak, Rudak, Grzegorczyk, Wilczek, Jóźwiak, Marciniak, Kucharczyk i Stachowiak. Ale i to spotkanie zakończyło się porażką 3-4. Pod koniec czerwca ’58 drużyna przestała istnieć, taki krok wymuszało kryterium wieku. Pożegnanie miało miejsce w Białymstoku, podczas meczu z NRD.
Na pocieszenie pozostała świadomość, że i tak trafiła się młodzieży nie lada gratka. Bo kto w tamtych czasach jeździł do Luksemburga?


Dwie fotki z pobytu w Luksemburgu: Marian Cygan czwarty z prawej (pomiędzy Kazimierzem Górskim i Erwinem Wilczkiem) oraz centralnie (nad jedyną kobietą na tym zdjęciu).
A jak potoczyły się losy krakowskiego kwartetu? Marian Cygan trafił z Cracovii do Tarnovii, później grał w Wawelu i Hutniku, aż z powodu fatalnej kontuzji był w roku 1965 zmuszony do przedwczesnego zakończenia kariery. Został trenerem, w Hutniku pracował przez 24 lata. Z początkiem 1990 zaczął pełnić funkcję trenera koordynatora w KOZPN i następnie MZPN. I w tym przypadku czas wydajnej pracy przekroczył dwie dekady.
Andrzej Wełniak długo był filarem Garbarni, aż trafił do Górnika Siersza. Po zakończeniu kariery został jego trenerem, później pracował w Prokocimiu, Garbarni i znów Prokocimiu. Już w XXI wieku przez kilkanaście lat dyrektorował Garbarni. Równoległym torem biegła praca pedagogiczna, w tym również na kierowniczych szczeblach. Ponadto działał w KOZPN.
Andrzej Kucharczyk też był jednym z idoli starego Ludwinowa, na którym rządziła i dzieliła Garbarnia. Krótko po „30”, z powodów zdrowotnych, zakończył w niej karierę. Nie wyobrażał sobie życia bez trenerki, z powodzeniem pracował w kilku klubach, w tym w Garbarni. Zmarł w czerwcu 2025 roku.
Z grona „luksemburczyków” z Krakowa nie żyje również Stefan Mazur. Ze Zwierzynieckiego trafił do Wisły, był spokrewniony z jej byłym piłkarzem Mieczysławem Dudkiem. Odszedł młodo w 1988, nie dożywając półwiecza.
Teraz przychodzi nam pożegnać się z Marianem Cyganem…
JERZY CIERPIATKA