Jeremy Sochan zadebiutował w barwach New York Knicks. Polak wszedł na parkiet pod koniec pierwszej kwarty i został ciepło przyjęty przez kibiców w Madison Square Garden.
W trzeciej części gry pojawił się na boisku na ostatnie siedem sekund, aby zatrzymać lidera Detroit Pistons. Cade Cunningham, który w całym meczu zdobył 42 punkty, próbował wejść pod kosz, ale Sochan po dobrej obronie zablokował jego rzut.
W czwartej kwarcie Polak otrzymał od trenera Mike’a Browna więcej czasu. W sumie Sochan spędził na boisku 10 minut. Zaliczył przechwyt, asystę, blok oraz zdobył dwa punkty po efektownym wsadzie (przechwycił piłkę, kiedy Pistons wznawiali grę spod własnego kosza).
- Myślę, że Jeremy pokazał się z dobrej strony - powiedział po meczu trener Knicks. - Nie grał od jakiegoś czasu, ale przez większość momentów, kiedy był na boisku i krył Cade’a Cunninghama, to było w tym sporo fizyczności i to nam się podobało. Tego potrzebujemy. Myślę, że biorąc pod uwagę to jak długo nie grał i jest z nami dopiero od kilku dni, to wykonał dobrą robotę - dodał Brown.
Można się więc spodziewać, że w kolejnych spotkaniach trener Knicks będzie częściej korzystał z wszechstronności Sochana i sprawdzał różne ustawienia.
Knicks przegrali tej nocy z najlepszymi obecnie w NBA Detroit Pistons 111:126. Cunningham zdobył 42 punkty i dodał do tego 13 asyst oraz osiem zbiórek. Najskuteczniejszym graczem gospodarzy był Jalen Brunson (33 punkty).
Kolejne spotkanie New York Knicks w nocy z soboty na niedzielę. Ich rywalami będą Houston Rockets. Mecz rozpocznie się o godz. 2:30, transmisja meczu w TVP Sport.
Sochan z numerem 20
Jeremy Sochan nie mógł wybrać numeru 10 na koszulce, ponieważ ten jest zastrzeżony przez Knicks (grał z nim legendarny Walt Frazier). Numer 9, z którym Jeremy grywał w młodzieżowych reprezentacjach jest zajęty (gra z nim Kevin McCullar). Sochan wybrał więc numer 20, ponieważ liczba 20 symbolizuje równowagę, harmonię, nowy początek, cierpliwość i strukturę.
Michał Pacuda (probasket.pl)