ZAMIAST DOGRYWKI (72)
Podobieństwo charakterków
Jacek Gmoch i Jose Mourinho nawiązali telepatycznie w ostatnich dniach więź ścisłego porozumienia. Kryje się ono pod szyldem chamstwa, choć objawianego na dwa różne sposoby. Gmoch zaatakował Wisłę w sposób werbalny. Mourinho z kolei (chwilę wcześniej brzydko sprowokowany) omal włożył palec do oka asystentowi Josepa Guardioli. W gruncie rzeczy jednak chodzi o to samo. O zachowania, które powinny być futbolowi programowo obce. I traktowane po piłkarsku. Potężnym kopniakiem.
Mourinho to naprawdę wybitny spec. Sam pisałem peany na temat znakomitych kompetencji Portugalczyka, który bez wątpienia plasuje się w elicie najlepszych szkoleniowców na świecie. I nie zmienia tego poglądu świadomość, że Chelsea za Mourinho nie zaspokoiła w pełni apetytów Romana Abramowicza, zaś z Realem Madryt wywalczył Jose tylko Puchar Króla. Przecież kiedyś było FC Porto, a po nim Inter Mediolan, co przypominam dla zrównoważenia dwóch szal tej samej wagi.
Od pojawienia się na Estadio Bernabeu tkwi Mourinho w ogromnym dyskomforcie. Wprawdzie ma do dyspozycji świetnych piłkarzy, ale Guardiola ma w Barcelonie jeszcze lepszych. Druzgocąca klęska ligowa 0-5 na Camp Nou była policzkiem dla Mourinho. Nikt go wcześniej tak nie upokorzył... Tę przepaść dzielącą od Barcelony należało na boisku zdecydowanie zmniejszyć i to się Mourinho może udać. A w każdym razie widać było tego wyraźne symptomy podczas dwumeczu o Superpuchar.
Kwestia równie ważna jest jednak zawarta w pytaniu: jak? Niestety, pod tym względem trzeba postrzegać Mourinho w zupełnie innych kategoriach. Jako paranoika, który jest gotów po trupach iść do celu. Nie ulega wątpliwości, że to właśnie Mourinho wydaje swym piłkarzom złowieszczą dyrektywę „unicestwić!”. I jest to absolutnie chore podejście do sprawy. Ale czy widzieć w Mourinho jednoosobowego sprawcę żałosnych scen w meczach pięknych pod innymi względami? Przecież każdy zawodnik Realu powinien mieć swój rozum i po prostu nie wcielać w życie ponurej doktryny Mourinho. Każdy sobie radzi jak chce. Karim Benzema jest na przykład waleczny, ale spokojny. Cristiano Ronaldo, choć oszukańcze metody pewnikiem ma we krwi, też nie kopie i poniża. Ale nawiedzonemu ojcu niestety nie brakuje nawiedzonych synów. Pepe, Marcelo... Oni zamiast zbójeckich konfrontacji z Barceloną nadają się prosto do psychiatryka. Ustawieni w kolejce zaraz za plecami Mourinho.
Jacek Gmoch, o pokolenie starszy od Jose Mourinho, też ma się za wielkiego stratega. Zasadnicza różnica polega na skali i zasięgu sukcesów. Penetracja Gmocha obejmowała Bałkany, horyzonty Mourinho sięgają niepomiernie dalej. Gmoch dysponowałby natomiast kartą atutową nad Mourinho, gdyby w 1978 Polska została mistrzem świata, a przynajmniej wróciła z medalem argentyńskiego mundialu. Po fiasku tej operacji (miejsca 5-8 biało-czerwonych) Gmoch miał w sobie na tyle bezczelności, że wciskał ludziom pospolity kit o odniesieniu sukcesu. Po prawdzie zaś przegrał z kretesem, bo nie umiał wykorzystać wielkiego potencjału tkwiącego wtedy w drużynie narodowej. Co powtarzam do znudzenia, nigdy mu tego nie wybaczę.
Istnieje wszelako najnowszy powód, o specyficznym znaczeniu, dla traktowania Jacka Gmocha dokładnie tak, jak na to zasługuje. Otóż warto być Wiśle górą w dwumeczu z Apoelem również po to, by utrzeć nosa pyszałkowi. Gmoch przez lata całe przyzwyczajał nas do manier prosto z Pruszkowa, skąd pochodzi. Były i wciąż są to maniery faceta, któremu wychodzi słoma z butów. Krótko przed pierwszym meczem z Apoelem Gmoch szczerze zeznał, że trzymać będzie kciuki za rywala Wisły. Bo z Apoelem łączą go sentymentalne więzi, a naszpikowana cudzoziemcami Wisła nie ma wiele wspólnego z Polską.
Wypada zapytać, co wspólnego z Polską mają inne kluby ekstraklasy? Na przykład Legia Warszawa? Czy również jej byłby Gmoch uczuciowo obcy, gdyby przypadkiem doszło do skojarzenia legionistów z Apoelem w jedną pucharową parę? I wreszcie: co wspólnego z Polską ma sam pan inżynier Gmoch, skoro wypowiada publicznie poglądy, o których nie powinien choćby pomyśleć...
Słowem czyste chamstwo. Józka i Jacka.
JERZY CIERPIATKA
Jerzy Cierpiatka