Facebook
kontakt
logo
Tempo logo
„Tempo” wraca! Kultowa gazeta sportowa – przez dekady obowiązkowa lektura kibiców w całej Polsce – już wkrótce w wyjątkowej książce. Ponad 50 lat historii tytułu opowiedzą jego najbardziej znani dziennikarze. Odsłonią kulisy fenomenu „Tempa”, które wychowało tysiące oddanych Czytelników. Pierwsze materiały i archiwalia – najpierw u nas w Internecie! Dlaczego „Tempo” rozpalało emocje? Co kochali w nim kibice, czego nie mieli nigdzie indziej? Skąd wziął się kult, który trwa do dziś? Odpowiedzi w kolejnych rozdziałach książki:
Strona główna > ARCHIWUM > Tenis
Niespodziewana mistrzyni chce do setki2010-02-19 15:28:00 ASInfo

Joanna Sakowicz-Kostecka zdobyła w zeszłym tygodniu mistrzostwo Polski, choć jeszcze rok temu była prawie pewna, że już nigdy nie zagra w oficjalnym meczu. - Wróciłam, bo stęskniłam się za tenisem - mówi krakowianka, która kilka lat temu była najwyżej klasyfikowaną polską tenisistką.


Gdy zaszła w ciążę, nikomu oficjalnie nie powiedziała, że kończy karierę. Ale swoje wiedziała. - Tak naprawdę nie mogłam już patrzyć na kort - tłumaczy. Co sprawiło, że zmieniła podejście? - Podczas Australian Open zaczęłam tęsknić za atmosferą panującą na turniejach, za koleżankami, rywalkami... Mogłam sobie pojechać do Nowego Jorku, ale już nie jako zawodniczka. To nie byłoby to samo.

Właśnie dlatego kilka tygodni temu wysłała do Polskiego Związku Tenisowego prośbę o przyznanie jej "dzikiej karty" do Halowych Mistrzostw Polski. Musiała prosić o tę specjalną przepustkę, bo nie była już klasyfikowana w żadnym rankingu. Powrót udał się prawie w stu procentach. Choć nie grała w zawodach od kilkunastu miesięcy, a trenowała zaledwie od dwóch, nie dała szans rywalkom. Pierwszego seta straciła dopiero w finale z Olgą Brózdą. Mistrzynią Polski została po raz siódmy.

- Tak naprawdę myślałam, że... zagram lepiej. Ból mi doskwierał, a poza tym byłam strasznie spięta, przez co przydarzało mi się wiele niewymuszonych błędów - uśmiechała się po turnieju.

Kilka lat temu Sakowicz (jeszcze wtedy nie Kostecka) była bliska awansu do pierwszej setki światowego rankingu. W swojej karierze wygrywała ze znanymi zawodniczkami, takimi jak Jie Zheng, Aliona Bondarenko, Petra Kvitova, a w czasach juniorskich Wiera Zwonariowa. Od czasu do czasu trenuje z siostrami Radwańskimi albo Anną Korzeniak.

Ale powrót na światowe korty nie będzie usłany różami. Sakowicz-Kostecka będzie musiała z mozołem zbierać punkty do rankingu, zaczynając od eliminacji do najsłabiej obsadzonych turniejów. - Pierwszy wyjazd przy dobrych wiatrach może już w kwietniu. Może do Chorwacji? To jeszcze nic pewnego - mówi krakowianka.

Problem w tym, że jej turniejowa mapa sięga niedaleko poza granice kraju. Wszystko dlatego, że mała Basia jeszcze nie jest gotowa na dalekie podróże samolotem. Sakowicz-Kostecka przypomina jednak, że matki i żony też mogą zawodowo grać w tenisa. - Już Kim Clijsters pokazała, że macierzyństwo to nie tylko siedzenie w dom, pranie i pieluchy. Rodzice bardzo nam pomagają, teściowie i wujkowie także. Z mężem mamy na kim polegać. Dam radę - uśmiecha się z optymizmem.

Cele na powrót? - Marzeniem jest awans do pierwszej setki. Myślę, że przy dobrych okolicznościach stać mnie na to. Kiedyś przeciwniczki, z którymi grałam, dziwiły się, że nie ma mnie w gronie stu najlepszych tenisistek świata.

Na razie cele i chęci Sakowicz-Kosteckiej są nieco bardziej przyziemne: znalezienie sponsora i być może starania o "dziką kartę" do turnieju WTA w Warszawie.


ASInfo



więcej wiadomości >>>
2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone
Web design by Raszty