- Tęsknię za grą singlową - wyznała Alicja Rosolska, jedna z dwóch najlepszych polskich deblistek, w rozmowie z radiem TokSport. Dodała, że z zeszłego sezonu nie jest do końca zadowolona.
Etatową partnerką Rosolskiej jest Klaudia Jans. W zeszłym roku Polki zdobyły pierwszy wspólny tytuł. Wygrały turniej WTA w hiszpańskiej Marbelli. Zagrały także w finałach zawodów w Brisbane (Nowa Zelandia) i Linzu (Austria). W światowym rankingu deblistek zajmują ex equo 47. miejsce. Co ciekawe, o jedną pozycję wyżej na tej liście jest sklasyfikowana... Agnieszka Radwańska, która na debla raczej nie stawia.
Czy jest pani zadowolona z wyników osiągniętych w minionym sezonie?
Alicja Rosolska: - Wygrałyśmy turniej WTA, z czego oczywiście bardzo się cieszymy. Jesteśmy również zadowolone ze zwycięstwa z Japonią w Pucharze Federacji, ale poza tym większych sukcesów nie odniosłyśmy. Czujemy niedosyt. Rozegrałyśmy wiele spotkań, które mogłyśmy wygrać, a przegrałyśmy dosłownie o dwie piłki. W przyszłym roku będziemy musiały pokazać sportową złość.
W styczniu oczy tenisowego świata zwrócą się w stronę Australii. Czy myślami jest pani już za oceanem?
- Raczej tak. Trwają ostatnie przygotowania, niedługo wylot.
Jak minął okres przygotowawczy?
- Było ciężko, bo Klaudię dopadła kontuzja. Trenowałyśmy jednak solidnie, byłyśmy na obozie kondycyjnym w Szczyrku. Obecnie na korcie szlifujemy ostatnie uderzenia.
W zeszłym roku trzech deblistów z Polski wystąpiło w Turnieju Mistrzów. Kiedy w zawodach masters zobaczymy natomiast polskie deblistki?
- To nasze marzenie. Póki co plany są takie, by załapać się do najlepszej trzydziestki rankingu WTA. Celujemy w półfinały, ewentualnie ćwierćfinały turniejów wielkoszlemowych. A do Turnieju Mistrzyń jeszcze nam brakuje. Tam grają cztery najlepsze pary na świecie. W tym roku byłoby ciężko się załapać, ale w 2011 będziemy o to walczyć.
Czy w przyszłym roku para Jans/Rosolska będzie się rozdzielać? W przeszłości zdarzały wam się krótkie rozłąki.
- Nie. Planujemy razem trenować i razem grać turnieje. Rozpoczynamy przygotowania już do igrzysk olimpijskich. Miejmy tylko nadzieję, że zdrowie dopisze.
Kalendarz startów na przyszły rok jest już gotowy?
- Wstępny zarys kalendarza startów mamy, ale wiele będzie zależeć od naszej formy. Jeśli będzie nam słabo szło, zrobimy sobie przerwę na treningi w Polsce, a jeśli będziemy odnosić sukcesy, pójdziemy za ciosem.
W lutym reprezentacja Polski zagra z Belgią w meczu I rundy II grupy Pucharu Federacji. Wybiegacie myślami tak daleko?
- Póki co myślimy o Australii i pewnie dopiero tam będziemy podpatrywać, w jakiej formie są Belgijki.
W meczu z Polską wystąpi Yanina Wickmayer, która niedawno została zawieszona za trzykrotne ominięcie kontroli antydopingowej, ale jej kara została później "zamrożona". Czy pani zdaniem powinna zostać dopuszczona do gry?
- Jeśli wszystko odbyło się zgodnie z przepisami, to nie ma się co złościć. Myślę, że i tak nasze dziewczyny sobie z nią poradzą! A dla kibiców będzie ciekawiej. Więc niech przyjeżdża.
Miano deblistki przylgnęło do pani na stałe. Czy nie brakuje pani występów w turniejach gry pojedynczej?
- Szczerze? Trochę tęskno mi za singlem. Chciałabym w przyszłości pograć w grze pojedynczej, ale na razie koncentruję się tylko na deblu.
Czy Alicja Rosolska kibicuje singlistkom?
- Często zasiadamy na trybunach, kiedy grają Agnieszka czy Ula Radwańskie, albo Marta Domachowska. W takich chwilach sama chciałabym pograć na całym korcie. Przecież w deblu kryje się tylko jego połowę (śmiech).
Której z zawodniczek występujących w turniejach singla pani kibicuje?
- Nie można powiedzieć, że jestem jej "kibicką", ale lubię Samanthę Stosur. Ona preferuje męski styl gry, często chodzi do siatki, a mnie się to podoba. Kiedy oglądam jej mecze, wyobrażam sobie, że właśnie tak mogłabym grać, gdybym była singlistką.
ASInfo