Spędzają wspólnie 250 dni w roku, ale nie mają siebie dość. Zagrali w Turnieju Mistrzów, a mimo to czują spory niedosyt. Pod koniec przyszłego roku chcą być trzecim deblem na świecie.
- Musimy ustabilizować formę - mówi polski deblista Marcin Matkowski, który radiu TokSport opowiedział o swojej współpracy z Mariuszem Fyrstenbergiem.
Czy jesteście w pełni zadowoleni z minionego sezonu?
- Został niedosyt. Nawet nie lekki, ale całkiem spory. Cieszyliśmy się, że awansowaliśmy na Turniej Mistrzów, ale sam w sobie awans już nie był naszym celem. Walczyliśmy o to, by być piątą parą świata. Nie wyszło.
Jak mijają przygotowania do nowego sezonu?
- Przed świętami byliśmy na zgrupowaniu daviscupowej reprezentacji Polski. Boże Narodzenie spędziliśmy natomiast z rodzinami, bo w czasie sezonu obecności najbliższych brakuje nam najbardziej. We wtorek spotykamy się z Mariuszem w Piasecznie. W klubie Tuan będziemy trenować wspólnie przez trzy dni. 1 stycznia o godzinie 14:00 wylatujemy do Kataru, gdzie zagramy pierwszy noworoczny turniej.
Z tego wynika, że Sylwestra spędzicie jeszcze w Polsce.
- W końcu Sylwester jest raz do roku. Fajnie spędzić ten dzień ze znajomymi.
Z kolei z Mariuszem Fyrstenbergiem spędza pan wyjątkowo dużo czasu. Czy nie jesteście zmęczeni swoim towarzystwem?
- Z Mariuszem spędzam 250 dni w roku, więc to oczywiste, że po takim okresie jeden drugim może być zmęczony. Na szczęście bardzo dobrze się dogadujemy. To bardzo ważne w deblu. Łatwiej spędza się tak dużą ilość czasu z drugą osobą, gdy można ją nazwać przyjacielem.
Jak na złość tenisowy sezon ATP trwa bardzo długo.
- Faktycznie, sezon zakończyliśmy 29 listopada, czyli po 11 miesiącach ciągłej gry. Gdyby trwał trzy-cztery tygodnie krócej, byłoby dobrze. Bo miesiąc to zbyt krótki okres czasu na regenerację.
Czy kalendarz startów pary Fyrstenberg/Matkowski na przyszły rok jest już gotowy?
- Choć może on ulec lekkiej modyfikacji, nasz kalendarz na sezon 2010 w 95 procentach jest już zapełniony.
Jak często będziecie wychodzić na kort?
- W sumie chcemy wystąpić w 23-25 turniejach cyklu ATP Tour.
Cele?
- Przede wszystkim chcemy grać lepiej niż do tej pory w turniejach wielkoszlemowych. Dotychczas była to nasza pięta achillesowa. Natomiast na koniec 2010 roku będziemy chcieli zostać parą numer trzy na świecie. Wiemy, że to dość ambitny plan i że będziemy musieli wykonać spory skok, ale przecież możemy wygrywać z najlepszymi. Już ten rok to pokazał. Aby osiągnąć nasz cel, będziemy musieli grać równo przez cały sezon. Najlepszym deblom świata prawie w ogóle nie zdarzają się nieoczekiwane porażki, a nam przytrafiło się w ostatnich miesiącach sporo "wpadek".
Pana kariera kręci się wokół gry podwójnej. Ale mało kto pamięta, że w singlu wygrał pan w juniorskim turnieju ze znanym dziś Amerykaninem Mardy Fishem, a wyrównany pojedynek stoczył nawet z Andy Roddickiem.
- To prawda. Być może zbyt mało uwagi poświęciłem singlowi? W zasadzie jedynie przez niecały rok koncentrowałem się na grze pojedynczej. Następnie wyjechałem do Stanów Zjednoczonych, by tam studiować. Na starty w turniejach nie było wtedy zbyt wiele czasu, ale nie żałuję tej decyzji. Potem wygraliśmy z Mariuszem turniej ATP w Sopocie w deblu i pojawiła się szansa na występ na igrzyskach olimpijskich w Atenach. Różnica w naszym rankingu singlowym i deblowym była ogromna, przez co nie mogliśmy grać w tych samych turniejach w singlu co w deblu. Zdecydowaliśmy się więc na grę podwójną i, jak się okazuje, to nie była zła decyzja. Nasze wyniki są coraz lepsze.
ASInfo