Krakowskie tenisistki Agnieszka i Urszula Radwańskie od niedawna mieszkają same. Wyprowadzka z domu to był trudny moment dla rodziców, ale uszanowali decyzję córek.
Oto kilkanaście z kilkudziesięciu pytań i odpowiedzi z rozmowy jaką z siostrami Radwańskimi przeprowadzili Wojciech Batko i Przemysław Franczak, dziennikarze "Gazety Krakowskiej".
- Jak robi się uszka do barszczu?
Urszula: Nie wiem.
Agnieszka: Krótka piłka. Ja też nie mam pojęcia.
- Pytamy, bo po pierwsze są święta, a po drugie – od niedawna mieszkacie same. W kuchni radzicie sobie już równie dobrze jak na korcie?
Agnieszka: Chyba jednak trochę gorzej (śmiech).
Urszula: Dopiero od trzech tygodni jesteśmy na swoim, ale już próbujemy same walczyć przy garach. Mnie na przykład ostatnio udała się bardzo dobra zupa.
- Jaka?
Urszula: Krem z groszku. Był naprawdę jadalny.
Agnieszka: To prawda. Parę osób jadło i bardzo im smakowało.
- Do mamy na obiady nie chodzicie?
Urszula: Zdarza się, że się wprosimy. No i zawsze zostają jeszcze restauracje.
Agnieszka: Mamy szczęście, bo naprzeciwko naszego domu jest restauracja szybkiej obsługi i dają tam dobre obiady. Ja to bym chciała nawet częściej do swojej kuchni zaglądać, ale nie ma na to czasu. Kiedy jesteśmy w Krakowie to jest kołomyja. Treningi, uczelnia, ja ostatnio przechodziłam też rehabilitację po kontuzji. Bywa tak, że nie mamy nawet czasu, żeby cokolwiek zjeść.
- Odcięcie pępowiny przez dzieci, wyprowadzka z domu, to często trudny moment dla rodziców. Wasi
to jakoś przeżyli?
Urszula: Wiadomo, że nie skakali z radości pod sufit, ale uszanowali naszą decyzję.
Agnieszka: Poza tym my nadal spędzamy z sobą mnóstwo czasu na treningach i turniejach. To ciągle jest rodzinny biznes. W Krakowie bywamy rzadko, więc to nie jest tak, że zabrałyśmy rzeczy i kontakty stały się rzadsze.
- Podoba wam się to dorosłe życie?
Urszula: Trudno powiedzieć, że teraz wszystko się zmieniło. Samodzielne jesteśmy już od dłuższego czasu.
Agnieszka: Sport uczy odpowiedzialności. Każda podróż, każdy wyjazd, wszystko trzeba przygotować. Już od dawna pomagaliśmy w tym naszym rodzicom, bo oni nie mówią po angielsku. Potrafimy o siebie zadbać.
***
- No to na czym polega siła sióstr?
Urszula: Chyba na wzajemnym wsparciu, na tym, że zawsze pod ręką masz kogoś, na kogo możesz liczyć. My cały czas jesteśmy razem, wszystko robimy razem. Nie mamy przed sobą sekretów i świetnie się uzupełniamy. Przebywamy z sobą 24 godziny na dobę i ludzie się nawet dziwią, że się nie kłócimy, że nie mamy siebie dosyć.
- A nie kłócicie się?
Agnieszka: Teraz już nie, ale cztery-pięć lat temu była walka o wszystko, o każdą rzecz. O to na przykład, że jedna drugiej wzięła pasek. Potem to się zmieniło. W zasadzie nie ma dnia, żebyśmy sobie czegoś nie pożyczyły, nie wymieniły ciuchami.
***
- Święta u was czy u rodziców?
Urszula: U rodziców oczywiście.
- Mocno trzymacie się krakowskich korzeni.
Agnieszka: Bo tu jest nasz dom, rodzina. Nawet jak jestem tutaj dwa dni, to odpoczywam.
- Widzieliśmy film, który kręciło o was CNN i opowiadałyście w nim o Solidarności. Patriotki z was.
Urszula: Może. Tata zawsze nam wpajał takie wartości.
Agnieszka: Nie wiem, czy takiego przywiązania do miejsca można się nauczyć. Tutaj się wychowałyśmy, tutaj czujemy się najlepiej. Ot, i cała tajemnica.
- Na waszej stronie internetowej znaleźliśmy coś, co nas zaskoczyło. W dziale sport i polityka znajdują się zdjęcia wraku prezydenckiego samolotu, który rozbił się pod Smoleńskiem, opatrzone wierszami lorda Byrona i Stachury. Są też linki do biuletynów Instytutu Pamięci Narodowej. To wasz pomysł czy inicjatywa taty?
Urszula: Razem uzgadniamy, co umieścić na stronie, ale to głównie tata tam działa.
Agnieszka: Polityką to on się zajmuje. My jesteśmy apolityczne. Natomiast sama katastrofa to było wydarzenie międzynarodowe. Mamy angielską sekcję na naszej stronie i wiele osób z całego świata może o tym przeczytać.
***
- Wasze decyzje są publicznie oceniane, kłótnie rodzinne poddawane analizie. To musi być trudne.
Agnieszka: Gruba skóra się przydaje i chyba taką mam, bo po mnie wszystko spływa jak po kaczce. Media znają 40 procent prawdy, resztę wymyślają. Nie rusza mnie to.
- Nigdy nie bolało?
Urszula: Boli pewnie, kiedy poczyta się komentarze w internecie, ale my tam nie zaglądamy. Dziwi mnie, że czasem znani ludzie nie wytrzymują i zaczynają czytać bzdury na swój temat. Po czymś takim można się nie podnieść.
Agnieszka: W sieci nie ma granic w obrażaniu ludzi. Dla internautów każdy jest debilem, zerem. Po co mam się katować i czytać te brednie?
***
- Tenis to jest taki sport, taki zawód, na którego wybór człowiek w zasadzie nie ma wpływu. Decydują za niego rodzice, bo treningi trzeba rozpocząć bardzo wcześnie. Wy nie tęskniłyście nigdy za zwyczajnym życiem?
Urszula: Nie, bo nie wiemy za czym mamy tęsknić, nie poznałyśmy takiego życia. Dla nas to nasze życie jest zwyczajne.
- Ludzie w waszym wieku często dopiero zastanawiają się, co robić w życiu. Wy już macie wszystko poustawiane.
Agnieszka: Racja.
- Wy nie planujecie, co będzie za dziesięć lat?
Agnieszka: Na razie nie, bo ciągle jesteśmy bliżej początku kariery niż jej końca. Nie wiem, co będzie za dwa lata, a co dopiero za dziesięć. Wszystko zależy od tego, jak potoczy się nasza kariera, czy będziemy tak ustawione, że już nic nie będziemy musiały robić, czy wręcz przeciwnie.
- A jak wręcz przeciwnie?
Agnieszka: Zawsze marzyłam, żeby pojechać na wakacje na Hawaje. Jak skończę karierę, to się wybiorę.
Urszula: Ale to tylko ze mną.
Agnieszka: Jasne. No więc najpierw te Hawaje, a dalej to nie wiem.
Wojciech Batko, Przemysław Franczak ("Gazeta Krakowska")