Zdecydowanie najlepsze humory przed zbliżającymi się świętami mają zawodnicy dwóch zespół Resovii. Zarówno pierwsza, jak i druga drużyna wygrały swoje ostatnie spotkania i przewodzą ligowej tabeli. Dużo do myślenia mają natomiast kadeci ze Stalowej Woli, którzy nie ugrali jeszcze seta.
Resovia Rzeszów I - Feniks Leżajsk 3-0 (25-15, 25-15, 25-17)
RESOVIA: Nieckarz, Kosiek, Rejowski, Gosztyła, Madej, Czubiński, Świst (libero) oraz Durski, Diabou.
FENIKS: Szlajnda, Sadlej, D. Zygmunt, J. Zygmunt, Bałut, Trojan, Wójcik (libero) oraz Hanus, Siedlecki, Dąbek, Kania.
Resovia była zdecydowanym faworytem i wywiązała się z tej roli wyśmienicie, a Feniks po trzech zwycięstwach z rzędu wreszcie znalazł pogromcę. Mecz przebiegał szybko i goście ani się obejrzeli, a już musieli wracać do Leżajska.
Mansard Sanok - Dwójka Kuźnia Stalowa Wola 3-0 (25-10, 25-8, 25-0)
MANSARD: Jakubaszek, Zmarz, Gratkowski, Błaszczak, Dżugan, Jezior, Izdebski (libero) oraz Leszczyk, Krawczyk, Chytła.
DWÓJKA: Muter, Węgliński, Orda, Paśko, Krysa, Nowak.
Goście do Sanoka przyjechali zaledwie w 6-osobowym składzie. - Kilku chłopaków wraca po chorobie do gry, a inni lądują w łóżku z przeziębieniem. I tak w kółko - załamywał ręce Ireneusz Krzyszczuk, opiekun Dwójki. Przed trzecim setem pojedynku z Mansardem słabo zrobiło się Kamilowi Węglińskiemu i przyjezdni nie wyszli już na boisko. - To mijało się z celem. Nie było sensu jeszcze Kamila "doprawić". Przecież dopiero co zaczął treningi po chorobie - dodał opiekun kadetów ze Stalowej Woli.
MOSiR Jasło - Resovia Rzeszów II 1-3 (29-27, 14-25, 20-25, 16-25)
MOSiR: Zima, Jamróg, Półchłopek, Pawlik, Waśko, Hołodniak oraz Warchoł, Myśliwiec.
RESOVIA: Kędzierski, Filip, Pałka, Świtalski, Twaróg, Kozdroń, Kotowicz (libero) oraz Krajniewski, Pępek, Lipski.
Kadeci Resovii wyraźnie cierpią na syndrom pierwszego seta. W ostatnich spotkaniach bardzo powoli wchodzą w mecz i muszą odrabiać straty. - Wina leży po naszej stronie. Czasami chcielibyśmy się dłużej porozgrzewać przed spotkaniem, ale nie ma takiej możliwości. Coś z tym trzeba zrobić. Najważniejsze jednak, że wygrywamy w końcowym rozrachunku - mówił Grzegorz Wisz, szkoleniowiec rzeszowian.
TC