12. zespół krakowskiej klasy A - Spartak Charsznica - okazał się mało wymagającym przeciwnikiem dla czwartoligowego Orła Piaski Wielkie. W meczu 1/8 finału Pucharu Polski na szczeblu PPP Kraków piaszczanie bez wysiłku wygrali 3-0 i awansowali do ćwierćfinałów, gdzie spotkają się z Kaszowianką Kaszów (A) lub Borkiem Kraków (IV).
Spartak Charsznica - Orzeł Piaski Wielkie 0-3 (0-0)
0-1 Konrad Gołoś 56
0-2 Tomasz Czyżowski 64
0-3 Krzysztof Petho 77
Sędziowali: Kamil Sikora - Sylwia Biernat, Szymon Słapiński (Kraków). Żółta kartka - Wolak.
SPARTAK: Mikołajczyk - Bręklewicz, Zegarek, Cholewa, Kasprzyk, Soczówka - Rdest, Mucha, Kula (74 Kostrzewa), Małecki (70 Pałka) - Maniak (74 Hajek).
ORZEŁ: Papież - Myśków, Zygmunt (61 Boroń), Radwański, Płoskonka (46 Petho) - Chachlowski (46 Mróz), Wolak (46 Adamczyk), Ciepły, Czyżowski - Kubera, Gołoś.
Spotkanie rozegrano na zielonej, sztucznej murawie boiska SMS w Bronowicach. Przez 90 minut toczyło się na połowie Spartaka, który nie miał argumentów, aby strzelić choćby honorowego gola. Mariusz Papież był bezrobotny, a interweniował tylko kilka razy po wrzutkach z wolnych Norberta Kasprzyka.
Orzeł rozpoczął potyczkę w eksperymentalnym ustawieniu - na środku obrony zagrał po raz pierwszy Sławomir Zygmunt, a w pomocy biegał stoper Marcin Ciepły. I trzeba przyznać, że zespół z Charsznicy, który ustawił przed swoim polem karnym "dwupiętrowy autobus", nieźle sobie radził, a wolno rozgrywający piłkę piaszczanie mieli problemy ze sforsowaniem wzmocnionej defensywy. W tym okresie warto odnotować sytuację z 39 minuty - po rogu Tomasza Wolaka główkował Ciepły, jednak zmierzającą w górny róg futbolówkę wybił z linii bramkowej Karol Soczówka.
W przerwie trener Marek Holocher dokonał trzech zmian i drużyna wróciła do klasycznego ustawienia. Orzeł zaczął grać więcej na jeden kontakt i przede wszystkim bokami. - Bramka załatwi sprawę - zapowiadał szkoleniowiec i szybko to nastąpiło. W 55 minucie Tomasz Czyżowski znalazł się sam przed Miłoszem Mikołajczykiem i trafił w słupek! W następnej akcji było już jednak 1-0. Po prostopadłym podaniu Michała Mroza sam pobiegł na golkipera Konrad Gołoś i się nie pomylił. Później w podobnej sytuacji Damian Kubera nie zdołał przechytrzyć bramkarza, a uderzenie zza linii pola karnego Krzysztofa Petho padło łupem Mikołajczyka. W 64 minucie z rzutu rożnego dośrodkował Petho, a Czyżowski wyskoczył najwyżej i głową umieścił piłkę w siatce. Wynik ustalił Petho, który na linii szesnastki ograł stoperów i przymierzył pod poprzeczkę.
(AnGo)