- Więcej spodziewaliśmy się po drużynie Sokoła. Tymczasem grając w dziesiątkę mogliśmy zdobyć kilka goli - mówi strzelec najładniejszego z nich, pomocnik Resovii Jarosław Piątkowski.
- Mecz był taki sobie, pański gol na 2-0 - palce lizać.
- Obawialiśmy się Sokoła, trener mówił, że to walcząca drużyna. Ale krzywdy faktycznie nam nie wyrządziła. Gol? Cóż, dostrzegłem, że bramkarz stoi przy krótkim słupku, więc posłałem piłkę w drugi róg. Nie obchodzi mnie w tym momencie, czy mógł się lepiej zachować.
- Paradoksalnie więcej sytuacji stworzyliście po przerwie, grając w osłabieniu.
- Tak czasem bywa. Najciekawsze, że goście nie zagrozili nam wówczas ani razu.
- Zapewne nie tylko z gola się Pan cieszy. Wrócił Pan do podstawowego składu.
- Już w Jastrzębiu nieźle mi się grało. Biegam teraz po lewej stronie boiska i muszę przyznać, że całkiem mi się podoba.
- Resovia jest niepokonana od ośmiu spotkań, czołówka ligi wydaje się być na wyciągnięcie ręki...
- Dawno nie rozmawialiśmy o wzniosłych celach. Grajmy swoje, zdobywajmy punkty. Po rundzie zobaczymy, na co nas stać.