Trzy pytania do MARCINA PIETRYKI, bramkarza Resovii
- Co stało się w sobotę wieczorem w Jastrzębiu między 56 a 57 minutą spotkania?
- Upłynęło kilkanaście godzin, a nadal nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Prowadziliśmy do przerwy 2-0, ale na drugą połowę wyszliśmy jak sparaliżowani. Nawet piłki nie umieliśmy wybić do przodu. Pierwszy gol dla Jastrzębia padł w potwornym zamieszaniu. Piłka odbijała się od kilku osób, sam dotykałem jej dwa czy trzy razy. Chwilę później facet przymierzył z kilkunastu metrów i było 2-2. Nie przypominam sobie, bym w odstępie kilkudziesięciu sekund dwukrotnie wyciągał piłkę z siatki. To było okropne.
- Aż strach pomyśleć, co działo się w szatni po meczu...
- Padło wiele mocnych słów. Wszyscy byliśmy strasznie rozczarowani. W pierwszej połowie graliśmy super, mieliśmy rywala na kolanach i doprawdy nie powinniśmy tego meczu zremisować.
- Wyciągniecie wnioski?
- Nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej. Nie mamy nic na swoje usprawiedliwienie, jednak warto zauważyć, że Jastrzębie to naprawdę solidny zespół. Groźny zwłaszcza przy rzutach rożnych i wolnych.