Wisła przegrała z Legią 1-2 w klasyku piłkarskiej Ekstraklasy. Będzie miała co rozpamiętywać - pierwszy gol dla Legii padł po błędzie sędziego, wiślacy nie doczekali się też gwizdka arbitra, gdy liczyli na rzut karny za zagranie legionisty ręką w polu karnym...
Wisła Kraków - Legia Warszawa 1-2 (0-2)
0-1 Władimer Dwaliszwili 12
0-2 Artur Jędrzejczyk 16
1-2 Daniel Sikorski 86
Sędziował Hubert Siejewicz (Białystok). Żółte kartki: Głowacki, Burliga, Pareiko - Vrdoljak, Jędrzejczyk, Kosecki.
WISŁA: Pareiko - Burliga, Głowacki (46 Chrapek), Chavez, Bunoza - Wilk, Sobolewski - Małecki, Garguła, Kosowski (77 Sikorski) - Boguski (63 Sarki).
LEGIA: Kuciak - Jędrzejczyk, Jodłowiec, Choto (58 Żewłakow), Wawrzyniak - Vrdoljak, Łukasik (83 Furman) - Radovic, Ljuboja, Kosecki (72 Kucharczyk) - Dwaliszwili.
Wiślacy rozpoczęli bardzo kreatywnie i już w 2. minucie powinni objąć prowadzenie. Garguła mając dużo swobody na lewym skrzydle idealnie dograł do nadbiegającego Boguskiego, który uderzył piłkę głową z 5 metrów, ale zbyt lekko i Kuciak obronił. Krakowianie grali agresywnie i ofensywnie, w pierwszej fazie z pewnością dominowali.
W 12. minucie Legia pierwszy raz zaatakowała i od razu zdobyła gola, dodajmy, przy pomocy sędziego bramkowego, który nie zauważył (a stał tuż obok!), że Jędrzejczyk zagarnął piłkę już zza linii bramkowej. Z tego podania za moment Dwaliszwili trafił z 12 metrów do siatki.
Nie zraziło to gospodarzy. Za chwilę pięknie z prawej flanki przymierzył Kosowski, tuż koło "okienka". Dwie minuty później Białą Gwiazda dostała drugi cios. Łukasik dojrzał wychodzącego na pozycję Jędrzejczyka, zagrał mu po przekątnej, a obrońca warszawian wbiegł w pole karne i z prawej strony, z niespełna 10 metrów, pokonał Pareikę. Golkipera Wisły zmylił jeszcze Głowacki, który zmienił nieznacznie kierunek lotu piłki.
Ale nawet ta strata nie odebrała animuszu gospodarzom. W 23. i 32. minucie dwie świetne szanse miał Boguski. Jego pierwszy strzał, z okolicy punktu karnego, nogą zdołał odbić instynktownie Kuciak. W drugim przypadku (po akcji Burligi i Małeckiego) napastnik krakowski nie trafił z 5 metrów do pustej bramki. Chwilę wcześniej z wolnego uderzał Garguła, a z dobitką Sobolewskiego poradził sobie dobrze broniący golkiper drużyny lidera.
Drugą połowę wiślacy zaczęli już bez Głowackiego - zmienił go Chrapek, a na środku obrony zastąpił przesunięty tam Sobolewski. Podział ról był jasny - Legia spokojnie czekała na ruchy rywala i kontrę, Wisła musiała atakować. NIe było jej jednak łatwo. Gra była o wiele mniej ciekawa niż w pierwszej połowie.
Ciekawiej zrobiło się w 59. minucie. Kosowski z lewej strony dograł Gargule, ten strzelał, Kuciak trącił piłkę i ta wyszła obok słupka, a po rogu Małecki główkował obok bramki. A potem znów najwięcej było walki, a spięć pod bramkami brakowało.
Dopiero w końcówce zrobiły się emocje. W 86. minucie Sikorski zdobył kontaktową bramkę dla Wisły, "szczupakiem" wpakował piłkę do siatki po dograniu przez Sarkiego. Za chwilę Sarki jeszcze raz dogrywał futbolówkę z prawej strony, ta przeszła przed bramką i trafiła do zamykającego akcję Małeckiego, który jednak przestrzelił. Wiślacy oczekiwali jeszcze rzutu karnego za zagranie ręką w polu karnym Jodłowca, ale nie doczekali się gwizdka sędziego Siejewicza.
Po meczu doszło do przepychanek między piłkarzami, które zaczęły się od spięcia Pareiki z Kuciakiem. Bramkarz Wisły został przy tej okazji upomniany żółtą kartką.
Wiślacy na pewno będą mieli co rozpamiętywać - gdyby nie błędnie uznana bramka...
RST