Jaki wynik, taki mecz - emocji w zaległym meczu Sandecji z Termaliką jak na lekarstwo, choć przecież to były derby Małopolski i można było się spodziewać więcej. Oba zespoły - choćby z racji krakowskich korzeni obu trenerów i krakowskich śladów w taktyce i personaliach - preferują futbol, który może dostarczać wrażeń. Tym razem nie było ich zbyt wiele...
Sandecja Nowy Sącz - Termalica Bruk-Bet Nieciecza 0-0
Sędziował: Sebastian Krasny (Kraków). Żólte kartki: P. Nowak - Pleva, Horvath.
SANDECJA: Cabaj – Borovićanin (46 Bębenek), Petran, Czarnecki, Marcin Kowalski – Certik, Mroziński (46 Szczepański), P. Nowak, Kosiorowski – Giel (62 Górski), Tuszyński.
TERMALICA: S.Nowak – Piątek, Nalepa, Czerwiński, Pielorz – Pawlusiński (70 Kaczmarczyk), Ceglarz, Pleva, Horvath, Jarecki (76 Sobczak) - Rybski (61 Drozdowicz).
Trudno powiedzieć dla kogo punkt jest zyskiem, dla kogo stratą dwóch. Teoretycznie Sandecja u siebie musi grać o więcej, ale przecież tym razem za rywala miała lidera I ligi. Z kolei Termalikę ta pozycja w tabeli zobowiązuje do czegoś więcej niż remisy, ale przecież dotąd nigdy nie grało się niecieczanom łatwo w Nowym Sączu.
Spotkanie skończyło się bezbramkowym remisem, sytuacji z obu stron było niewiele, strzałów celnych jeszcze mniej.
Zdaniem trenerów
Mirosław Hajdo, Sandecja: - Jestem w nieco lepszym nastroju niż mój odpowiednik w Termalice. Zagraliśmy przecież bez dwóch motorów napędowych, czyli Marcina Makucha i Adama Mójty, a rano dowiedziałem się, że nie będzie mógł wystąpić także kontuzjowany Sebastian Duda. W tej sytuacji remis jest dla nas dużym osiągnięciem, wciąż bowiem musimy spoglądać w dół tabeli.
Kazimierz Moskal, Termalica: - Przyjechaliśmy po trzy punkty, wracamy niestety tylko z jednym. Wypracowaliśmy sobie co prawda 2, 3 dogodne sytuacje, ale cóż z tego, skoro zabrakło skuteczności. W tej sytuacji wypada się cieszyć z remisu.
ST/sandecja.com.pl