Bezbramkowym remisem zakończyły się małe małopolskie derby w I lidze piłkarskiej. Termalica Bruk-Bet Nieciecza podzieliła się punktami z Sandecją Nowy Sącz. Punkt z liderem na jego boisku to cenna zdobycz sądeczan, ale nie obyło się też bez ich straty. W Niecieczy kontuzji doznał kapitan zespołu Jano Frohlich.
Termalica Bruk-Bet Nieciecza - Sandecja Nowy Sącz 0-0
Sędziował Tomasz Wajda (Żywiec). Żółte kartki: Frohlich, Makuch, Wiśniewski.
TERMALICA: Nowak - Ł. Kowalski, Czerwiński, Pleva, Jarecki - Pawlusiński (90+1 Ceglarz) Szczoczarz (68 Szałęga), Lipecki, Baran - Szczoczarz (68 Szałęga)- Drozdowicz, Rybski.
SANDECJA: Różalski - Makuch, Froehlich (78 Petran), Midzierski, Trochim - Niechciał, Szeliga (74 Zinyak), Gawęcki, Kosiorowski - Burkhardt (74 Majkowski) - Wiśniewski.
To nie było wielkie widowisko, chyba dlatego, że nieco słabiej niż we wcześniejszych meczach prezentowała się Termalica, jakby mniej pazerna na punkty. Sandecja mogłaby z tego skorzystać, gdyby była skuteczniejsza. - Ale 0-0 to właściwy wynik po tym meczu - oceniał słusznie obrońca Sandecji Marcin Makuch. - Walki było dużo, trochę mniej grania w piłkę kombinacyjną, trochę za dużo ta piłka w górze latała. Mecz nie był wielkim widowiskiem.
Sandecja zaczęła nawet odważnie, ale bez szczególnie groźnych sytuacji w pierwszym kwadransie. W 17 min po faulu Froehlicha przerywającego groźnie zapowiadającą się akcję gospodarzy ci mieli rzut wolny. Pawlusiński upolował w nim Gawęckiego w murze. W 18 min Szczoczarz przed polem karnym wyłożył piłkę Lipeckiemu, ten uderzał mocno, ale nad poprzeczką. Jeszcze mocniej pachniało golem za chwilę, gdy Froehlich popełnił fatalny błąd i podał piłkę z lewej strony pola karnego do napastnika Termaliki Drozdowicza. Ten natychmiast poszedł z piłką, jeszcze minął zwodem obrońcę Midzierskiego w polu karnym i wyszedł sam na Różalskiego, który ratował zespół wyjściem z bramki i wybiciem piłki nogami po strzale rywala.
W 38 min kąśliwie po ziemi strzelał Burkhardt, gdy Sandecji, powoli zdobywającej teren, udało się wreszcie
dostać pod bramkę Nowaka. W 41 min odpowiedziała Termalica - Szczoczarz strzelając lewą nogą pomylił się trochę i piłka przemknęła obok prawego słupka. W 42 min znów Udało się Sandecji serią podań zbliżyć pod pole karne przeciwnika, Trochim uderzał nieznacznie niecelnie. Przed przerwą jeszcze Pawlusiński próbował z rzutu wolnego, ale bez efektu.
Początek drugiej połowy był obiecujący. Obie strony postraszyły się strzałami, a potem coś się zablokowało i zamiast emicji była tylko walka. Wreszciew 62 min świetną szansę miał Rybski, strzelał, ale został zablokowany.
W 65 min do bramki trafiła Sandecja, ale gol nie został uznany. Najpierw mocno z dystansu uderzał Trochim, Nowak wypluł piłkę do boku, gdzie doskoczył stojący blisko Wiśniewski i mocnym strzałem wpakował futbolówkę pod poprzeczkę. Tyle, że sędzia asystent, już gdy Nowak wybijał piłkę sygnalizował spalonego, dlatego gol nie został uznany.
W 73 min Szeliga znakomicie uderzał na bramkę, piłkę z dużym trudem wybił Nowak. Chwilę potem goście stracili swojego kapitana Jano Frohlicha, zniesionego na noszach z urazem mięśnia przywodziciela.
W 86 min z rzutu wolnego potężnie przymierzył z ponad 30 metrów Trochim. Nowak wyekspediował futbolówkę nad poprzeczkę. W doliczonym czasie piłkę meczową miał Lipecki, jednak główkował z paru metrów w ręce Rożalskiego i mecz skończył się bez bramek.
- Pozytywne jest to, że nie przegrywamy kolejnego meczu, a nasi konkurenci w tej kolejce też nam nie uciekli - przyznawał po meczu napastnik Termaliki Andrzej Rybski.
W drugim spotkaniu Sandecji nie prowadził z ławki rezerwowych trener Robert Moskal, odpokutowujący karę PZPN. Z asystentem Piotrem Banią, który wspólnie ze Stanisławem Bodzionym prowadził zespół, kontaktował się z trybuny telefonicznie...
DARO