Dokładnie za tydzień minie miesiąc od ostatniego meczu, w którym Mariusz Pawełek stał między słupkami wiślackiej bramki. "Mario" zmaga się z urazem lewego kolana. Bramkarz przeszedł już zabieg, który został przeprowadzony w poznańskiej klinice i ostatnie mecze Białej Gwiazdy oglądał z trybun, na które dostawał się przy pomocy kul.
Ze względu na sytuację zdrowotną bramkarz Wisły nie ma planów wakacyjnych - każdego dnia będzie spędzał kilka godzin ze sztabem medycznym Wisły. Jaka będzie jego przyszłość?
- Kontrakt mam ważny do końca roku, w klubie czułem się coraz lepiej, jestem pozytywnie nastawiony do pracy w nim. Na razie jednak trzeba ochłonąć po tym, co się wydarzyło, bo nie można tak natychmiast przejść do porządku dziennego po tym szokującym tygodniu. To co się wydarzyło, mocno dotknęło nas, kibiców i całe środowisko w Krakowie.
Według bramkarza to nie porażki z Arką czy Koroną zadecydowały o stracie mistrzowskiego tytułu. - Mecz z Lechem był decydujący. Za wcześnie cieszyliśmy się z tego punkciku i to nas zgubiło. We wtorek też mogliśmy wygrać i byłaby zupełnie inna sytuacja. Sami jesteśmy sobie winni, musimy się z tym pogodzić - twierdzi Mariusz Pawełek.
ASInfo/wislakrakow.com