Bez udziału publiczności na stadionie Polonii Warszawa swoje spotkanie 24. kolejki piłkarskiej Ekstraklasy rozegrały drużyny Legii Warszawa i Jagiellonii Białystok. Obie drużyny stworzyły ciekawe widowisko, zakończone zwycięstwem warszawian 2-1.
Stefan Białas: byliśmy rozbici, ale wygraliśmy
Legia Warszawa - Jagiellonia Białystok 2-1 (2-0)
1-0 Kiełbowicz 5
2-0 Grzelak 34
2-1 Cionek 68
Sędziował Dawid Piasecki (Słupsk). Żółte kartki: Choto, Rzeźniczak, Grzelak (Legia) - Cionek, Sidqy, Hermes (Jagiellonia).
Legia: Mucha - Rzeźniczak (68 Rybus), Choto, Astiz, Kiełbowicz - Szala, Jarzębowski, Iwański, Szałachowski (86 Radović) - Grzelak, Mięciel (74 Smoliński).
Jagiellonia: Sandomierski - Norambuena, Cionek, Skerla, El Mehdy Sidqy (75 Lewczuk) - Jezierski, Hermes, Bruno, Grzyb, Lato (82. Maycon) - Frankowski (62 Grosicki).
Pierwsze 30 minut spotkania było rozgrywane na bardzo wysokim poziomie. Tempo gry nieco spadło po niewykorzystanym rzucie karnym przez Tomasza Frankowskiego. Kapitan białostoczan uderzył po ziemi i zbyt lekko, by pokonać Jana Muchę, który wyczuł jego intencje. Drużynę gości rozruszało nieco wejście Kamila Grosickiego, ale stać ich było tylko na jedną bramkę. W doliczonym czasie gry wyrównać mógł Hermes, ale piłka po jego strzale uderzyła w poprzeczkę.
Tak padły bramki:
1-0 Kiełbowicz 5
Kiełbowicz kapitalnym strzałem lewą nogą z rzutu wolnego umieścił piłkę w okienku bramki Grzegorza Sandomierskiego.
2-0 Grzelak 34
Piłkę po rzucie wolnym Kiełbowicza wrzucił w pole karne Wojciech Szala, wyskoczyło do niej dwóch graczy Jagiellonii, po czym trafiła do niepilnowanego Bartłomieja Grzelaka. Napastnik Legii nie miał problemów z pokonaniem wychodzącego z bramki Sandomierskiego.
2-1 Cionek 68
Z rzutu rożnego dośrodkował Jarosław Lato, piłkę przedłużył Remigiusz Jezierski, a do siatki wbił ją głową Thiago Cionek.
Stefan Białas: byliśmy rozbici, ale wygraliśmy
- Jagiellonia prezentuje wysoki poziom. Gdyby nie dziesięć punktów odebranych na początku rozgrywek teraz byłaby w czołówce tabeli - mówił trener Legii Stefan Białas po wygranej Legii 2-1 z Jagiellonią.
Ze względu na katastrofę pod Smoleńskiem mecz odbył się tydzień później niż zamierzano. Ponieważ w położonym naprzeciwko stadionu Legii budynku Torwaru przez cały czas znajdują się trumny z ciałami ofiar spotkanie postanowiono przenieść na obiekt Polonii i granie bez kibiców.
- Ostatnia tragedia spowodowała, że zawodnicy są rozbici. Także fizycznie. Na przykład Kuba Rzeźniczak w piątek doznał kontuzji, a dzisiaj opuścił boisko. Wydarzenia w Smoleńsku wpłynęły na wszystkich. Dzieliliśmy się smutkiem z rodzinami ofiar. Chciałbym podziękować za determinację i wolę walki. To był trudny mecz, bo Jagiellonia prezentuje wysoki poziom. Przed nami sześć meczów i każdy chce wygrać, a kalendarz jest trudny. Nie wiem gdzie i czy zagramy w piątek z Piastem - powiedział trener legionistów, którego drużyna po tej wygranej ciągle ma realne szanse nie tylko na wywalczenie miejsca gwarantującego udział w europejskich pucharach, ale teoretycznie nawet na mistrzostwo.
Białas zestawił skład w sposób nietypowy. Po kontuzjach wrócili Dickson Choto i Wojciech Szala, ale nie to było nowością. Stoper i prawy obrońca Szala zagrał na lewej obronie, a zwykle grywający na lewej obronie Tomasz Kiełbowicz na lewej pomocy, na której grywał często, ale dawno temu. Te roszady częściowo wymusił uraz Macieja Rybusa, który wszedł na boisko dopiero w drugiej połowie. Nieoczekiwanie jednak nawet nie na ławkę rezerwowych a na trybuny trafili nominalni lewi defensorzy Marcin Komorowski i Jakub Wawrzyniak.
- Po prostu uznałem, że ta osiemnastka jest optymalna - wyjaśnił krótko Białas.
Trener Jagiellonii: zabrakło tylko dobrego wyniku
- Zostawiliśmy dobre wrażenie, ale zabrakło najważniejszego - dobrego wyniku. Szkoda, że Tomek Frankowski nie strzelił karnego. Ale Janek Mucha to świetny bramkarz - podsumował mecz z Legią trener Michał Probierz. Jagiellonia przegrała 1-2 na stadionie Polonii w Warszawie, ale równie dobrze mogła zwyciężyć
- Od czwartej minuty mecz ułożył się dla rywali. W takich warunkach trudno prowadzić atak pozycyjny. Później nie wykorzystaliśmy karnego. Taki jest sport. Nie mam pretensji do Tomka, bo strzelił wiele ważnych goli, a poza tym Janek Mucha świetnie wybronił. Drugi gol ustawił spotkanie. Szkoda tamtego błędu. Zostało sześć meczów. Czeka nas trudna końcówka. Musimy wszędzie szukać punktów. Zostawiliśmy po sobie dobre wrażenie, ale zabrakło najważniejszego - korzystnego rezultatu - mówił Michał Probierz po zakończeniu spotkania.
Jagiellonia przy stanie 0-1 nie tylko nie wykorzystała karnego, ale dodatkowo w doliczonym czasie gry trafiła w poprzeczkę. Remis to było minimum co powinna wywalczyć w Warszawie. Tymczasem odjechała bez punktów.
Przełożony o tydzień mecz nie odbył się na stadionie Legii, tylko sąsiedniej Polonii, ponieważ naprzeciwko stadionu przy Łazienkowskiej w budynku Torwaru cały czas znajdują się trumny ofiar katastrofy pod Smoleńskiem.
- Rozumiemy, że tam nie można było grać. Jednak o zmianie miejsca dowiedzieliśmy się już w drodze do Warszawy. Chcieliśmy grać na Legii, tylko w innym terminie. I przy kibicach, bo mecz na to zasługiwał. Boisko Polonii jest w fatalnym stanie. My gramy techniczną piłkę i nie było ono naszym sprzymierzeńcem - tłumaczył szkoleniowiec przez niektóre media przymierzany do przejęcia właśnie Legii w następnym sezonie.
ASInfo