Marcin Wasilewski, obrońca Anderlechtu Bruksela w wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego": - Latem miałem jeden telefon z Wisły. Porozmawialiśmy, ale nie było konkretów i sprawa się zakończyła.
- Polskim piłkarzom wciąż opłaca się wyjeżdżać do Belgii?
- Jak najbardziej. Tylko spójrzcie, za ile odchodzą piłkarze z tej ligi. Za kosmiczne pieniądze, i to do wielkich klubów.
- Ale odkąd wyjechał pan z Polski, to ekstraklasa trochę zbliżyła się do Jupiler League?
- Na pewno. Pokazały to już mecze Lecha z Brugge (eliminacje Ligi Europy 2009; 1-0 i 0-1; Brugia awansowała po karnych – przyp.red.). Brugge nie był jakimś wyraźnie lepszym zespołem od Lecha, któremu zabrakło tylko trochę szczęścia. Teraz zobaczymy, jak wyglądają te różnice w konfrontacji Wisły ze Standardem. Nie stawiam Wisły na straconej pozycji.
- Na pewno z Belgami prowadzimy na stadiony.
- Te polskie robią wrażenie. Bez dwóch zdań, są lepsze niż w Belgii. Po meczu Polska – Węgry w Poznaniu rozmawiałem na ten temat z Rolandem Juhaszem, kolegą z Anderlechtu. Problem polega tylko na tym, żeby te stadiony zapełnić.
- Stadion Club Brugge faktycznie jest już tak przestarzały, jak mówił Ariel Borysiuk?
- Nie... Bardzo ładny, piłkarski stadion ze świetną atmosferą. W Brugii pracuje lekarz, który wcześniej był w Anderlechcie. Mówił, że to była jakaś dziwna sytuacja z tym transferem. A czy stadion jest kiepski? Można spytać zawodników Lecha, którzy tam grali. Na pewno Kaiserslautern ma lepszy, ale dla niektórych Belgów po prostu zabrzmiało to jak wymówka. Wiem jedno – mnie się ten stadion podoba.
Rozmawiał Przemysław Zych
Więcej w "Przeglądzie Sportowym"