Po niedzielnym remisie w Nowej Hucie i tym razem Karpaty zanotowały niespodziewany rezultat, bowiem urwały punkty liderowi IV ligi - Orłowi Balin.
Karpaty Siepraw - Orzeł Balin 0-0
Sędziowali: Rafał Pąchalski - Tomasz Chajdecki, Łukasz Szymczyk (wszyscy z Krakowa). Żółte kartki: Fall, Sikora, Galas - Wtorek. Czerwona kartka - Motyka (55, faul). Widzów 60.
KARPATY: Zachariasz - Morawiec, Cichoń, Szablowski, Suder (46 Juszczak) - Komperda (61 Galas), Szymoniak, Sikora, Witko (90+1 Szych) - Szczytyński, Fall (66 Stolarski).
ORZEŁ: Smok - Domurat, K. Guzik, Żuraw, R. Nowak (75 Chrzanowski) - Wolny, Wtorek, Suwaj (61 Szlęzak) - Liput, Bojarski (86 Bodziony), Motyka.
Od początku goście dominowali na murawie, gra toczyła się na połowie gospodarzy, ale podopieczni Piotra Pierścionka długo nie mogli wypracować sobie dogodnych pozycji. Dopiero w 17 minucie z lewej strony wrzucił piłkę w pole karne Rafał Nowak, a nadbiegający Marcin Bojarski z woleja trafił w bramkarza! Cztery minuty później sieprawianie po raz pierwszy przedostali się na przedpole Krzysztofa Smoka. Za "pyskówkę" Kamila Guzika sędzia podyktował rzut wolny z zaledwie 18 metrów. Strzelał Tomasz Szablowski trafiając w "mur". W odpowiedzi Nikodem Motyka - po zagraniu Bojarskiego - w dobrej sytuacji huknął wysoko ponad bramką. Trzy minuty przed przerwą lewą stroną przedarł się Tomasz Szczytyński i dograł futbolówkę na 6-7 metr. Z woleja próbował strzelać Fall, lecz mocno naciskany nie trafił czysto nogą w piłkę.
Po przerwie pierwsi przed szansą stanęli miejscowi; z lewej strony wbiegł w pole karne Szczytyński, jednak uderzył zbyt słabo, aby zaskoczyć Smoka. Po chwili rzut wolny z ok. 30 metrów egzekwował Dawid Witko i piłka poszybowała tuż nad poprzeczką. W 55 minucie doszło do sytuacji, która miała wpływ na dalszy przebieg spotkania. Do rzutu wolnego podszedł Mariusz Suwaj i potężnie strzelił. Golkiper miejscowych miał sporo problemów, a zawodnicy Orła protestowali, że futbolówka minęła linię bramkową. Arbiter nie przerwał gry i wówczas Nikodem Motyka wyprostowaną nogą zaatakował z tyłu Tomasza Szablowskiego. Pan Rafał Pąchalski nie miał wątpliwości i pokazał winowajcy czerwoną kartkę. Od tego momentu Karpaty zagrały bardziej otwarcie, ale nadal dominowali przyjezdni i stwarzali okazje. W 72 minucie Bojarski powinien wpisać się na listę strzelców, jednak trafił w stojącego w bramce Dariusza Cichonia! W następnej akcji - po dośrodkowaniu z prawej strony Macieja Domurata - ponownie przed szansą stanął Bojarski, ale po jego efektownym "szczupaku" jeszcze lepiej spisał się Zachariasz. W 78 minucie Domurat z 10 metrów przymierzył w poprzeczkę, a po chwili znów w roli głownej wystąpił golkiper Karpat po "główce" Krystiana Żurawia (z wolnego dośrodkował Artur Szlęzak). I wreszcie w ostatniej minucie - po woleju Łukasza Chrzanowskiego - Zachariasz nie dał się zaskoczyć.
Po ostatnim gwizdku sędziego goście mieli pretensje do arbitra, a przed szatnią zwyzywał arbitra trener Orła. Słów nie przytoczymy, bowiem nie nadają się do publikacji.
- Myślę, że z punktu należy się cieszyć, graliśmy przecież z liderem i drużyną mającą aspiracje na awans. I było to widać na boisku, bo Orzeł to drużyna pukładana. Natomiast my ambicją i determinacją przeciwstawiliśmy się przeciwnikowi, który prowadził grę, ale sytuacji stuprocentowych w przekroju całego meczu za wiele nie stworzył. Z kontrataków doszliśmy do kilku sytuacji, więc myślę, ze remis jest sprawiedliwy - podsumował trener Karpat, Robert Nowak.
Dodajmy, że w zespole gospodarzy zabrakło napastnika Krzysztofa Zająca, a to spore osłabienie.
(AnGo)