Zaledwie w poniedziałek selekcjoner reprezentacji Francji, Raymond Domenech, żalił się mediom, że bałagan w szatni "Trójkolorowych" jest niesamowity, a piłkarze w ogóle niezmobilizowani przed spotkaniem z RPA.
Jednakże jego wypowiedzi przyniosły skutek odwrotny do zamierzonego - francuska prasa doniosła, iż zawodnicy nie szczędzą słów krytyki pod adresem trenera, zaś jego polecenia wykonują z wyraźną opieszałością.
Domenech zirytowany takim podejściem swoich podopiecznych do meczów mistrzostw świata, postanowił ponownie poruszyć sprawę bojkotu niedzielnego treningu. - Moi piłkarze to imbecyle. Pomysł, by nie wziąć udziału w treningu uważam za kretyński. Oczywiście, starałem się ich przekonać, że to, co robią jest głupie, ale bezskutecznie - irytował się.
- Podszedł do mnie Evra i wręczył mi oświadczenie podpisane przez wszystkich zawodników. Wtedy postanowiłem zakończyć tą maskaradę i po prostu wyszedłem - dodał Domenech i wyjaśnił, że po raz kolejny nie ma zamiaru tłumaczyć się z odesłania Nicolasa Anelki do domu. - Już raz wyjaśniłem, że nikt nie ma prawa zachowywać się w ten sposób. Moi piłkarze powinni świecić przykładem - dodał.
- Nasza reputacja jest nadszarpnięta? Ja tak nie uważam. Wszystko zależy od wyniku meczu z gospodarzami turnieju. Zawodnicy muszą zagrać najlepiej, jak potrafią, by tym samym pokazać, że są godni noszenia koszulki "Les Bleus" - zakończył szkoleniowiec.
ASInfo