Facebook
kontakt
logo
Tempo logo
„Tempo” wraca! Kultowa gazeta sportowa – przez dekady obowiązkowa lektura kibiców w całej Polsce – już wkrótce w wyjątkowej książce. Ponad 50 lat historii tytułu opowiedzą jego najbardziej znani dziennikarze. Odsłonią kulisy fenomenu „Tempa”, które wychowało tysiące oddanych Czytelników. Pierwsze materiały i archiwalia – najpierw u nas w Internecie! Dlaczego „Tempo” rozpalało emocje? Co kochali w nim kibice, czego nie mieli nigdzie indziej? Skąd wziął się kult, który trwa do dziś? Odpowiedzi w kolejnych rozdziałach książki:
Strona główna > ARCHIWUM > Piłka nożna > Wiadomości piłka nożna
RYSZARD NIEMIEC o drastycznych następstwach spektaklu pirotechnicznego na stadionie Cracovii2013-09-29 16:22:00 Ryszard Niemiec

LEKCJA GIMNASTYKI (205)

Kto pokryje straty Filipiakowi?


Podejrzewam, że ekstremiści ze stowarzyszenia kibiców Cracovii jeszcze nie zdołali wziąć pod but klubowych władz. Wprawdzie właściciel profesor Janusz  Filipiak, od czasu do czasu, posyła w ich stronę wyrazy przymilnej akceptacji i deklaracje, że na „wojnę z kibicami nie ma zamiaru iść”, ale w gruncie rzeczy kontroluje bieg wydarzeń. Zapewne za jego wiedzą, na Marszu Milczenia reprezentacja Cracovii zjawiła się w pełnej, zdyscyplinowanej, zwartej grupie. Obok prezesa Jakuba Tabisza na zbiórkę pod tablicę dr. Edwarda Cetnarowskiego przybyli i pomaszerowali trenerzy Wojciech Stawowy i Rudolf Rohaczek, na czele kompletu swoich podopiecznych. Towarzystwo dopełniały szyki grup młodzieżowych, dla których musiała to być pouczająca lekcja wychowawcza. Obrazu wysokiej rozdzielczości moralnej dopełniała obecność licznych członków Rady Seniorów z Jerzym Łudzikiem i Andrzejem Mikołajczykiem. Chwała więc Filipiakowi i Tabiszowi, że obecność ich zawodników miała charakter obowiązkowy…


No, i spotkała ich retorsja w postaci prowokacyjnej postawy sektora szalikowców podczas derbowego meczu z Wisłą. Spektakl pirotechniczny, może i urokliwy pod względem estetycznym, jak zauważył Filipiak, jest pogwałceniem obowiązującego prawa i regulaminu stadionowego, więc jego następstwa okazały się niezwykle drastyczne. Wojewoda, któremu policja rekomendowała zamknięcie stadionu do końca sezonu, okazał się wielkoduszny i ustawił szlaban dla publiki raptem na dwa mecze. Z prostego wyliczenia wynika, że klub dostał w plecy pół miliona złotych, doliczając do tego karę 60 tysięcy, nałożoną przez władze Ekstraklasy! W tym miejscu trzeba potwierdzić refleksję, że piłka jest dla kibiców, aliści beneficjenci tej prawdy muszą spełniać warunki obowiązujące każdego widza, znajdującego się na obiekcie sportowym. Nie może być tak, że klub udostępniając policji obiekt przed meczem dla frontalnej kontroli, dającej pewność, że nie ma na nich składowanych materiałów pirotechnicznych, w dniu meczu staje przed faktem dokonanym w postaci pokazu światła i dźwięku, jakiego Kraków nie widział od zeszłorocznego święta „Wianków”. Zdarzył się bowiem cud natury, o wiele większy niż honorowy remis piłkarzy: pirotechniczne utensylia zostały tak zakonspirowane, że nawet policyjne psy nie były w stanie niczego wytropić! Na porządku dnia staje zatem problem skuteczności działania pracowników firmy ochroniarskiej, świadczącej od lat usługi na obiekcie przy ulicy Kałuży… Nie zdarzyło się bowiem, żeby panowie ochroniarze zdołali zatrzymać na bramach wejściowych bodaj jednego tragarza materiałów iluminacyjnych, niedozwolonych prawnie sektorówek z inkryminowanymi napisami! Wygląda na to, że towarzycho jest zblatowane, łącznie z tymi, którzy potwierdzają wywiązanie się z fundamentalnych obowiązków przez ochronę stadionu! Jak bowiem wytłumaczyć wybuch urządzenia domowej roboty, nafaszerowanego metalowymi nitami i nakrętkami? Stało się w miejscu rozgraniczenia sektora kibiców Wisły od strefy buforowej. Odpalona po meczu, nie przyniosła zamierzonego skutku, albowiem goście instynktownie odsunęli się od ogrodzenia o dobre parę metrów… Dziękować Opatrzności, że nie doszło do planowanych poranień, w wyniku czego Kraków, obok haniebnej ksywy „miasta nożowników” dorobiłby się kolejnego przezwiska „miasta śmiercionośnych dynamitardów”!


Dzięki koledze redaktorowi Darkowi Bohatkiewiczowi z telewizyjnej PANORAMY, na tej pierwszej, złowrogiej ksywie została postawiona pieczęć najsilniejszego środka przekazu. Trzeba będzie lat, aby z tego epitetu się wyzwolić, a droga do takiego, pomyślnego obrotu sprawy musi się zacząć od odebraniu ekstremistom władzy nad kibicowskim sektorem. W materiale Bohatkiewicza, niestety, znalazł się wątek, stawiający problem trudności walki z patologicznymi zjawiskami na stadionach i ulicach Krakowa, przypisujący krakowskiej policji nieskuteczność działania ze zgoła niemerytorycznych powodów. Na przeszkodzie pacyfikowania najbardziej agresywnych środowisk kibicowskich miały stać opory funkcjonariuszy wobec faktu, że jednym z liderów najbardziej agresywnych grup był… syn poprzedniego komendanta wojewódzkiego Policji. Z formalnego punktu widzenia pokrewieństwa wykluczyć się nie dało. Problem w tym, że pełnoletni syn komendanta, człowiek dojrzały, mający swobodę wyboru dróg życiowych, od wielu lat nie poczuwa się do realnych więzi z ojcem i vice versa. Trudno zatem czynić garnizonowi krakowskiemu policji zarzut zaniechania, zwłaszcza że dawno przeniesiony został do innych obowiązków, a jego następca nie szczędzi wysiłków na rzecz opanowania sytuacji w mieście. Bohatkiewicz w ferworze publicystycznego rozpędu, poszedł na całość i dołączył bulwersujące zdarzenia kryminalne, bez widocznego iunctim z patologią okołofutbolową, jako background wzmacniający ostrość wymowy pojęcia „miasta nożowników”…


Ryszard Niemiec


Ryszard Niemiec



więcej wiadomości >>>
2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone
Web design by Raszty