- W Bełchatowie zaliczyłeś bardzo dobry występ. Szczęście było blisko...
- Niestety przegraliśmy w tie breaku. W takich pojedynkach jak ten, o zwycięstwach decydują dosłownie detale. W końcówce Skra zachowała więcej zimnej krwi. Wygrała, chociaż wynik mógł być zgoła odwrotny.
- Zgodzisz się z opinią, że gospodarze mieli lepszy środek?
- Przecież Daniel Pliński i Marcin Możdżonek to środkowi światowego formatu. Ja cieszę się z tego, że na ich tle wypadliśmy bardzo dobrze. Tomek Kusior, który radził sobie doskonale, dopiero zaczyna poznawać tajniki tej wielkiej siatkówki. W bloku nie byliśmy gorsi, Skra więcej zdobywała punktów po atakach swoich środkowych. To był jej klucz do wygranej.
- Jak się czujesz w nowym zespole. Przecież ostatnich dziesięć sezonów spędziłeś w barwach AZS Olsztyn, którego jesteś wychowankiem?
- W Resovii panuje kapitalna atmosfera. Czuje się dobrze. Nie ukrywam, że ciężko było mi opuszczać moje rodzinne miasto. Niestety w Olsztynie nie było szans na to, aby utrzymać silny zespół. Zdecydowałem się na przenosiny do Rzeszowa i absolutnie tego nie żałuję. Nie ukrywam, że kibicuję mojej dawnej drużynie, na bieżąco śledzę jej wyniki.
- Akademikom chyba ciężko będzie utrzymać się w ekstraklasie.
- Dwa pojedynki i dwie porażki. No cóż, początek kiepski, ale staram się być optymistą, może nie będzie tak źle.
- Myślisz o powrocie do reprezentacji?
- Przede wszystkim skupiam się na grze w lidze. Jak będę w niej skuteczny, to może Daniel Castellani nabierze do mojej osoby większego przekonania.
- Uważasz, że Resovię stać już w tym sezonie na mistrzowski tytuł?
- O jej, na Boga, za nami dopiero dwa ligowe występy, a tu już tego typu pytania. Liga jest szalenie wyrównana. Zdecydowanym faworytem nadal pozostaje Skra Bełchatów, lecz jest już kilka zespołów, w tym i Resovia, które mogą pokrzyżować jej plany.
- Kiedy zaczniecie zdobywać więcej punktów w grze środkiem, przecież lubisz atakować z krótkiej?
- Spokojnie, przyjdzie na to czas. Powoli się zgrywamy. Połowa składu wraz z moją osobą to nowi gracze.