Piotr Makowski, który w zastępstwie Jerzego Matlaka, poprowadził polski zespół do medalu mistrzostw Europy, jeszcze raz przypomina, że największe zasługi w jego zdobyciu ma jednak pierwszy trener.
- Medal dedykujemy trenerowi Matlakowi i jego żonie. Pocieszające wieści napłynęły do nas ze szpitala, trener dziś rano mógł się po raz pierwszy skontaktować chociaż wzrokiem z żoną. Te medal dedykuję też wszystkim tym, którzy twierdzą, że ja lansuję swoją osobę na cudzym nieszczęściu. Jeśli ktoś tak twierdzi, jest kompletnym idiotą. Trzecia dedykacja jest dla chłopców, którzy zdobyli złoty medal mistrzostw Europy. Pamiętam, że w Warszawie wspominali, że będą trzymać za nas kciuki.
- Ta drużyna miała mnóstwo kłopotów w drodze do podium, a jednak udało się jej na nim stanąć.
- Mówiłem, żeby nie podsumowywać tego turnieju w trakcie jego trwania, tylko na koniec. Wynik pokazuje, że Jerzy Matlak dobrał odpowiednich ludzi na poszczególne stanowiska, wybrał właściwe zawodniczki, udało się zrealizować cel. Teraz mogę się cieszyć, że zdobyliśmy brązowy medal.
- Który moment na tych mistrzostwach był przełomowy?
- Była kilka ważnych momentów – mecz z Hiszpanią był pierwszym przy tak dużej widowni, ten z Chorwacją musieliśmy wygrać, po dwóch przegranych setach z Hiszpanią. Ten z Holandią też był ważny, bo od niego mogło zależeć czy wejdziemy do czwórki, bardzo wysoko przegrany. Bardzo trudny moment zdarzył się potem, gdy straciliśmy na jakiś czas trenera Matlaka, ale zaraz byliśmy już w bliskim kontakcie. I potem wygrana z Belgią, a potem mecz z Rosją, w którym znów było bardzo ciężko, i kibicowanie Holandii, a zaraz po tych emocjach mecz z Bułgarią, który trzeba było wygrać, a zaczął się od porażki w pierwszym secie. W półfinale znów mecz Holandią, która w dwóch setach bardo mocno nas zlała, ale w dwóch kolejnych się podnieśliśmy. W meczu z Niemkami drużyna pokazała prawdziwy charakter.
- Ta drużyna, gdy dołączą do niej kolejne zawodniczki, może się liczyć nie tylko w Europie, ale i świecie?
- Mam taką nadzieję, ale pamiętajmy, że te zespoły, które są w czwórce pracują ze sobą po kilka lat – Holenderki pięć, Niemki trzy, Włoszki mnóstwo lat. W naszym zespole mamy dziewczyny, ktore stanowiły o sile zespołu "Złotek" – Iza Bełcik rozgrywała na jednym turnieju, Ola Jagieło ma dwa złote medale, ale ten brąz smakuje jej chyba lepiej, bo grała cały czas w szóstce, była też Mariola Zenik, ale reszta to dziewczyny, dla ktorych to pierwsze sukcesy w Europie. Nie wspomnę już o nas z trenerem Matlakiem, którzy jesteśmy nowicjuszami w tej branży. Pracujemy dopiero cztery miesiące, potrzebujemy czasu, ale potencjał w tym zespole jest.
- Będziecie świętować?
- Nie wiem czy będziemy świętować, cały czas jesteśmy myślalmi przy żonie Jerzego Matlaka.
Not. MAS