Mistrzostwa Europy siatkarek na żywo obejrzało już 184 tysiące kibiców! Rekord frekwencji padł na środowym meczu Polska - Bułgaria, w hali Atlas Arena było 13,5 tysiąca osób. Znakomita była także oglądalność relacji z meczu w telewizji Polsat.
– Nie mam wątpliwości, że jutro i pojutrze hala znowu będzie wypełniona po brzegi – powiedział dziś, podsumowując ME po drugiej fazie, wiceprezydent CEV Jana Hronek. Bogusław Adamski, sekretarz generalny PZPS, poinformował, że drugą część ME na żywo obejrzało 78 tys. kibiców, co z łączną sumą 184 tysięcy kibiców w halach ME prowadzi do wniosku: - To liczby bez precedensu w historii mistrzostw Europy - podkreślił Adamski.
Manon Flier, kapitan Holenderek, już po meczu z Rosją, w którym niósł "Pomarańczowe" do zwycięstwa polski doping, podkreślała, że także dla niej to wyjątkowy turniej. - Jest zorganizowany na światowym poziomie, na takim jak turnieje najwyższej rangi Grand Prix czy mistrzostwa świata. Widać, że siatkówka to bardzo popularny sport w Polsce. W Holandii nie ma takiego zainteresowania nią, na pierwszym miejscu jest piłka nożna. Fani piłkarscy nieraz wypowiadają się o siatkówce w złym tonie. Polska publiczność potrafi znakomicie dopingować. W meczu z Rosją bardzo nam pomogła.
Śliczna Manon dziś na konferencji prasowej dodawała: – Domyślam się, że jutro kibice nie będą z nami, lecz przeciwko nam. Ale to normalne. Mam tylko nadzieję, że będą zadowoleni z meczu, który obejrzą – mówiła.
Trener Holenderek Avital Selinger cieszy się, że jego zespół wreszcie zameldował się w czołowej czwórce mistrzostw Europy. - Od kilku lat chcieliśmy się do niej dostać. Mnie jako trenerowi udało się to pierwszy raz, więc jestem bardzo zadowolony. Mój zespół zresztą też. Postaramy się zagrać jeszcze lepiej – zapowiedział Selinger przed meczem z Polską. - Nawet pierwsze spotkanie z polskim zespołem, choć wynik 3-0 może sugerować co innego, nie było łatwe. I to półfinałowe także takie nie będzie.
Piotr Makowski, który w trzech spotkaniach prowadził Polki w zastępstwie Jerzego Matlaka, zachowuje stuprocentową lojalność wobec szefa. - Drużyna jest budowana od zaledwie czterech miesięcy, więc można uznać, że jak na tak krotki czas gra całkiem dobrą siatkówkę. Największa w tym zasługa Jerzego Matlaka, który dobrał i zawodniczki, i współpracowników. Jak by te mistrzostwa się dla nas nie skończyły, to i tak powinniśmy być zadowoleni z tego, co dziewczyny osiągnęły - podkreśla Makowski.
Massimo Barbolini, szkoleniowiec największego faworyta mistrzostw Europy - zespołu Włoch, zachowywał dziś zimny profesjonalizm. Włoszki awansowały do półfinału bez straty seta, ale ich trener wygląda na takiego, na którym to zrobiło małe wrażenie: – Dotychczasowe osiągnięcia już nie mają znaczenia, bo jutro zaczyna się nowy turniej. Mistrzem Europy nie zostanie ta drużyna, która grała najlepiej w minionym tygodniu, lecz ta, która będzie najlepsza w sobotę i niedzielę - podkreślił Barbollini.
Jego rodak Giovanni Guidetti, który prowadzi reprezentację Niemiec, już jest szczęśliwy: - My już odnieśliśmy sukces, realizując plan z dużą nadwyżką. Naszym celem był bowiem awans do czołowej szóstki.
W pierwszym meczu półfinałowym w sobotę o godz. 17 zmierzą się Polska z Holandią, o 20 Włochy zagrają z Niemcami. W niedzielę najpierw mecz o 3. miejsce (g. 17), a o godz. 20 finał mistrzostw Europy.
MAS