Holandia skatowała Polskę w Hongkongu w pierwszym meczu rozpoczętego tu ostatniego turnieju World Grand Prix. Wygrała znów 3-0, tak samo jak dwa tygodnie temu w Kielcach, i pozostaje niepokonanym zespołem w tym cyklu imprezy. W takiej formie ma szanse powtórzyć sukces przed 2 lat, kiedy triumfowała w GP.
Polska – Holandia 0-3 (17-25, 17-25, 13-25)
POLSKA: Bełcik, Gajgał, Pykosz, Barańska, Jagieło, Kaczor, Maj (libero) oraz Dziękiewicz, Sadurek, Okuniewska, Woźniakowska.
HOLANDIA: K, Staelens, Wensink, Grothues, C. Staelens, Visser, Flier, van Tienen (libero) oraz Stam, de Kruijf, Wismeijer.
Pierwszy set starcia w Hongkongu zapowiadał podobny finał jak w Kielcach. Gigantyczne problemy biało-czerwonych z przyjęciem agresywnej zagrywki spowodowały, że nim się spostrzegły przegrywały już 8-17. Walcząca o miejsce pierwszej rozgrywającej Izabela Bełcik miała bardzo trudne zadanie. Rozegranie było raczej ratowaniem sytuacji niż kreowaniem gry. W końcówce seta Bełcik oddała miejsce Milenie Sadurek. Na parkiet weszła wtedy także Eleonora Dziękiewicz, ale bardziej by przyzwyczaić się do parkietu niż pomóc jeszcze w tej partii. Przy świetnie grających rywalkach można było najwyżej podgonić wynik, skończyło się 17-25.
Lepiej wyglądał dla Polek początek drugiej partii, bo lepiej zagrywały i przyjmowały. Trwało to jednak niedługo, do stanu 10-10. Błędy w polskim ataku, ale zwłaszcza brak asekuracji aż kłuł w oczy. Holenderki kilka razy w środek parkietu lekko posyłały piłkę, a tam żadna z Polek jej nie podbijała. Działo się to w momentach, gdy można było jeszcze przewagę rywalek zmniejszyć. Im bliżej była jednak końca seta, tym bardziej w koncert układała się grała Holenderek. Kim Staelens gubiła polski blok, atak jej koleżanek nie miał więc większych przeszkód na drodze do punktowania. Kiedy trener Jerzy Matlak prosił o przerwy, Avital Selinger nawet nie musiał wstawać z krzesła, by w nich instruować swój zespół. Jego dziewczyny po kilku latach wspólnej gry rozumieją się bez słów, wygrały znów 25-17.
Powtórką z marnej rozrywki był na początku III set. Rozbite zagrywką Manon Flier Polki przegrywały na starcie już 2-8, ale tym razem podjęły walkę. Lepsza gra bloku zaowocowała punktami (10-12). Ale Flier wróciła na zagrywkę, znów demolowała przyjęcie, a potem Holenderki demolowały Polki atakiem. Flier wbiła ostatni gwóźdź do polskiej trumny. 25-13 w trzecim secie to wstrząsający wynik.
We wrześniu Holandia będzie grupowym rywalem Polski w mistrzostwach Europy.
MAS