A klasa myślenicka: Tempo Rzeszotary - Wróblowianka 1-1 (1-1)
1-0 Ł. Kotaś 32
1-1 Barucha 43
Sędziował Michał Bargiel. Żółta kartki: T. Burda. Widzów 200.
TEMPO: Kotaś – Malinowski, Gągol, Gawęda, T. Burda – Lasek, Kozioł, Ł. Kotaś (85 D. Burda), Kornio – Podsiadło (75 Kuc), Bitka.
WRÓBLOWIANKA: Sepioło – Wrona, Markiewicz, Martyka, Barucha – Suszek (46 Proficz), Gawlik, Adryjańczyk, Wąs – J. Guzik, Jantura.
Po kilku latach przerwy ponownie na tym samym poziomie rozgrywek spotkały sie zespoły Tempa i Wróblowianki. W meczach pomiędzy nimi nigdy nie brakowało emocji.
Bardzo dobra była pierwsza połowa. Było dużo strzałów i interwencji bramkarzy. Lepiej prezentowali się miejscowi i kilka razy zakotłowało się pod bramką Sepioły. Najpierw dwukrotnie bramkarza z Wróblowic sprawdził kąśliwymi strzałami Podsiadło. Z kolei po główce Bitki i strzale barkiem Kotasia piłka minimalnie mijała bramkę gości. Następnie po strzale z półwoleja Kornio futbolówka musnęła poprzeczkę. Goście śmielej zaatakowali w drugim kwadrancie i Kotaś musiał bronić strzały Adryjańczyka i Gawlika. Najlepszą okazję zmarnował jednak J. Guzik, który dobijając strzał kolegi z bliskiej odległości trafił w poprzeczkę.
W 32. minucie dynamiczną akcje prawą stroną przeprowadził Kornio, zagrał wzdłuż bramki, a nadbiegający Łukasz Kotaś (były gracz Conavii Konary) strzelił swojego premierowego gola dla Tempa. Tuż przed przerwą wyrównał strzałem zza pola karnego Tomasz Barucha.
W drugiej połowie wynik nie uległ zmianie, choć sytuacji nie brakowało. Ze strony Tempa dwukrotnie bliski szczęścia był Podsiadło, który najpierw strzelił obok słupka, a następnie nieznacznie nad poprzeczką. Z kolei Bitka w sytuacji sam na sam w ostatniej chwili został zastopowany przez Sepiołę. Po drugiej stronie po zbyt krótkim wybiciu przez M. Kotasia do piłki dopadł Jantura, ale z bliskiej odległości trafił wprost bramkarza.
tr/b

Tempo Rzeszotary

Tempo w czerwonych, Wróblowianka w niebieskich strojach

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

Zdjęcia: Grzegorz Jania