Nowy piłkarz Resovii to specjalista od awansów. Portalowi sportowetempo.pl opowiada o rzeszowskiej drużynie, tutejszej publiczności i spotkaniu z Bruk-Bet Nieciecza.
O meczu z liderem
Kosztował nas dużo zdrowia. Zdawaliśmy sobie sprawę, że jeśli przegramy, Bruk-Bet odskoczy na 9 punktów i ciężko go będzie doścignąć. Mecz piękny nie był, ale po tak długiej przerwie to normalne. Walki jednak nie brakowało. Jak człowiek słyszy ten doping, te okrzyki z trybun to biega jak w amoku.
O swojej grze
Klarownych okazji do zdobycia gola nie miałem. Szukałem prostopadłych piłek, wracałem się aż pod własne pole karne, starałem się uprzykrzać życie obrońcom. Może następnym razem uda się trafić do siatki?
O związku z Resovią
Chciałbym wreszcie grać. W miarę regularnie. W Sandecji Nowy Sącz prawdziwej szansy nie dostałem. Gdy byłem w formie to okazało się, że grać musi ktoś inny. W Resovii konkurencja jest spora i dobrze. Ale trener Mirosław Hajdo wie, na co mnie stać. Raz wyjdę w podstawowym składzie, innym razem z ławki na podmęczonego przeciwnika. Będzie dobrze.
O trzeciej przepustce na zaplecze ekstraklasy
Awansowałem z Kmitą Zabierzów i Sandecją Nowy Sącz, może teraz przyniosę szczęście Resovii? To byłoby coś! Tym bardziej, że w Rzeszowie jest dla kogo grać. W Zabierzowie były pieniądze i mocna drużyna, ale trybuny świeciły pustkami. Wszystko umarło śmiercią naturalną.
Tomasz Szeliga