Polska reprezentacja piłkarska pokonała we Wrocławiu Czechy 3-1. Zwycięstwo tym cenniejsze, że odniesione bez Lewandowskiego i Krychowiaka.
Polska - Czechy 3-1 (2-1)
1-0 Arkadiusz Milik 3 (głową)
2-0 Tomasz Jodłowiec 12 (głową)
2-1 Ladislav Krejčí 41
3-1 Kamil Grosicki 70
Sędziował Sandor Ando-Szabo (Węgry). Żółte kartki: Jędrzejczyk, Grosicki - Suchý. Widzów 40 793.
POLSKA: Boruc - Jędrzejczyk, Glik (46 Cionek), Pazdan (87 Dawidowicz), Rybus - Jodłowiec (77 Borysiuk), Mączyński - Grosicki (73 Peszko), Linetty (77 Mila), Kapustka (83 Sobiech) - Milik.
CZECHY: Čech – Kalas (76 Pudil), Suchý, Procházka, Bartošák (76 Kadeřábek) – Plašil, Vacek – Zahustel (57 Skalák), Pospíšil (84 Darida), Krejčí (58 Šural) – Škoda (67 Necid).
Pierwszy kwadrans był perfekcyjny w wykonaniu biało-czerwonych. W 3. minucie piłkę po lewej stronie wywalczył Kapustka, podciągnął pod pole karne, po czym dośrodkował na piąty metr, gdzie Milik uprzedził obrońcę i głową pokonał Čecha. 1-0!
W 12. minucie było 2-0, tym razem po stałym fragmencie. Z kornera na dalszy słupek zacentrował Milik, a Jodłowiec z narożnika "piątki" posłał futbolówkę głową do siatki.
Później coraz mocniej zaczęli dominować Czesi. Przewagę udokumentowali w 41. minucie, a pomógł im wydatnie Jodłowiec, który przy wyprowadzaniu piłki z obrony podał wprost do Krejčiego, który następnie uderzył z 16 m precyzyjnie w prawe "okienko". 2-1.
Po przerwie Polacy już nie ustępowali rywalom, przeprowadzali groźne akcje, ale w 66. minucie mogli stracić gola. Na nasze szczęście Skalák minimalnie chybił. Nasi zrewanżowali się sytuacją jaką miał Linetty, niewiele brakowało, aby piłka znalazła się w czeskiej bramce.
Trafiła do niej w 70. minucie po wspaniałej kontrze. Sprzed szesnastki futbolówkę na lewe skrzydło wybił Jodłowiec. Biało-czerwoni biegli trzech na jednego. Mączyński podał do środka do Milika, ten - już w polu karnym - do Grosickiego, który strzelił do pustej bramki na 3-1.
W "nagrodę" dostał żółtą kartkę od sędziego, za to, że zdjął koszulkę, pod którą miał inną z treścią nawiązującą do masakry w Paryżu. Niestety, węgierski arbiter okazał się "sztywniakiem" pryncypialnie egzekwującym przepisy...
Czesi od utraty bramki już się nie potrafili w pełni odnaleźć. A w 86. minucie mogli stracić jeszcze czwartą. Mila z wolnego podał do stojącego w polu karnym Peszki, ten dograł na prawo, ale Sobiech nie trafił w piłkę.
ST