Ma 19 lat, wyrozumiałą dziewczynę, a w piłkę ręczną zaczął grać, żeby nie siedzieć non stop przed komputerem. Damian Misiewicz, skrzydłowy Stali Mielec, po raz kolejny został powołany przez Jarosława Cieślikowskiego do juniorskiej reprezentacji Polski.
- Coraz mocniej spełniają się Twoje marzenia związane z występami w kadrze?
- To niesamowite uczucie grać z orzełkiem na piersi i śpiewać hymn. Aż ciarki przechodzą. Już kilka razy byłem powołany do reprezentacji, więc się trochę przyzwyczaiłem - w dobrym tego słowa znaczeniu. Reprezentowanie Polski to z jednej strony obowiązek i zaszczyt, a z drugiej swego rodzaju nagroda za ciężką pracę.
- Z dnia na dzień lepiej radzisz sobie także w Stali...
- Wydaje mi się, że pokazuję na co mnie stać. Ostatnio w ligowym meczu rzuciłem kilka bramek i mam nadzieję, że to przekona szkoleniowca, żeby na mnie częściej stawiał. Znam oczywiście swoje miejsce w szeregu. Bardzo dobrze współpracuje mi się z trenerem Skutnikiem, a to, że więcej czasu spędzam na parkiecie to też zasługa starszych kolegów z drużyny, którzy wypracowują przewagę. Dzięki temu młodsi zawodnicy mają okazję zaprezentować się na placu gry.
- Kiedy zaczęła się Twoja przygoda ze szczypiorniakiem?
- Hmmm... jakoś w połowie 6 klasy podstawówki. Na międzyszkolnych zawodach sędziowie doradzili mi, żebym spróbował pójść na trening. Oni się na tym znali więc im zaufałem i spróbowałem. Jeszcze mama mi powiedziała, żebym poszedł, bo nie chce, abym cały czas ślęczał przed komputerem (śmiech).
- Jakie są Twoje marzenia związane z piłką ręczną?
- Przede wszystkim chcę grać w polskiej ekstraklasie. Jeśli mi się poszczęści i nadal będę się rozwijał, to może uda się wyjechać do zagranicznego klubu. Oczywiście, marzę też o grze w seniorskiej kadrze. Będę dążył do spełnienia marzeń.
- Pewnie masz jakiegoś sportowego idola?
- Jasne. To skrzydłowy reprezentacji Niemiec Florian Kehrmann. Ten zawodnik "zjadł zęby" na parkietach całego świata. Gram na tej samej pozycji co on i lubię oglądać mecze, w których występuje. Często włączam sobie nawet jakieś urywki na Youtube i patrzę na jego grę.
- Słyszałem, że najwierniejszym kibicem jest Twoja dziewczyna?
- O tak! Ola jest na każdym meczu kiedy gramy u siebie i dopinguje mnie razem ze znajomymi. Jak jest mecz na wyjeździe to często siedzi przed komputerem i śledzi relację live. Mocno zaangażowała się w moją karierę i chociaż nie mamy dużo czasu dla siebie, rozumie, że piłka ręczna jest dla mnie bardzo ważna.
Tomasz Czarnota