„Tempo” wraca! Kultowa gazeta sportowa – przez dekady obowiązkowa lektura kibiców w całej Polsce – już wkrótce w wyjątkowej książce. Ponad 50 lat historii tytułu opowiedzą jego najbardziej znani dziennikarze. Odsłonią kulisy fenomenu „Tempa”, które wychowało tysiące oddanych Czytelników.
Pierwsze materiały i archiwalia – najpierw u nas w Internecie!
Dlaczego „Tempo” rozpalało emocje? Co kochali w nim kibice, czego nie mieli nigdzie indziej? Skąd wziął się kult, który trwa do dziś? Odpowiedzi w kolejnych rozdziałach książki:
Spotkanie lepiej rozpoczęli przyjezdni, którzy od początku ruszyli do ataku. Już w 2 minucie Suwaj uderzał z 16 metrów, ale pewnie piłkę złapał Macheta. Chwilę później Orzeł po zamieszaniu podbramkowym zdobył nawet bramkę, jednak sędzia uznał, że padła ona ze spalonego. W 23 min po podaniu K. Pachacza na czystą pozycję wychodził Dutka, lecz został sfaulowany przez Żurawia. Sędzia, zamiast podyktować rzut wolny dla gospodarzy i pokazać kartkę defensorowi z Balina, upomniał napastnika Borku.
Przyjezdni jeszcze przed przerwą próbowali zdobyć gola, mieli przewagę, ale nie potrafili poważnie zagrozić bramce strzeżonej przez Machetę. Borek natomiast ograniczał się do długich podań, które również były nieskuteczne.
Drugą połowę zdecydowanie lepiej rozpoczęli goście, którzy już w 61 minucie mogli objąć prowadzenie. Bodziony minął w polu karnym Popowicza, położył na ziemię Machetę, ale uderzył niecelnie. Chwilę później miały miejsce dwie sytuacje, które zadecydowały o końcowym sukcesie przyjezdnych. Najpierw, w 63 minucie, na boisku pojawił się Nigeryjczyk Salami, a po minucie Borek grał już w dziesiątkę, bo drugą żółtą kartkę ujrzał Kozicki.
W 66 minucie podopieczni trenera Pierścionka wyszli na prowadzenie. Po krótko rozegranym rzucie rożnym piłkę dośrodkowywał Suwaj, uderzał Treściński, a piłkę z linii bramkowej dobił Salami. Sędzia wskazał na środek boiska, chociaż gospodarze mocno protestowali wskazując na fakt, że czarnoskóry napastnik znajdował się na pozycji spalonej.
Po tej bramce gra się zaostrzyła, a goście dążyli do zdobycia kolejnej bramki. Nie udało im się to jeszcze w 86 minucie, gdy Bodziony trafił w słupek, ale minutę później było już 2-0 po akcji Suwaj – Salami i bramce tego drugiego. Dodać trzeba, że borkowianie grali już wtedy w dziewięciu, bo z powodu kontuzji boisko opuścił Tyrpuła, a limit zmian był wykorzystany.