„Tempo” wraca! Kultowa gazeta sportowa – przez dekady obowiązkowa lektura kibiców w całej Polsce – już wkrótce w wyjątkowej książce. Ponad 50 lat historii tytułu opowiedzą jego najbardziej znani dziennikarze. Odsłonią kulisy fenomenu „Tempa”, które wychowało tysiące oddanych Czytelników.
Pierwsze materiały i archiwalia – najpierw u nas w Internecie!
Dlaczego „Tempo” rozpalało emocje? Co kochali w nim kibice, czego nie mieli nigdzie indziej? Skąd wziął się kult, który trwa do dziś? Odpowiedzi w kolejnych rozdziałach książki:
SPÓJNIA: Ciszewski - K. Glanowski (81 Wolski), D. Glanowski, Kordaszewski, Zaiarno - Bereta, Rzeźniczek, Niemczyk (46 Porębski), Kasprzyk (90 Marcin Mróz), Michał Mróz - Tukaj.
Jerzy Anton (Borek, z lewej) w walce o piłkę z Łukaszem Beretą. Fot. JR
Borek od początku meczu zaatakował i z minuty na minutę zyskiwał coraz większą przewagę. Już w 6 minucie bliski zdobycia gola był Wanatowicz, ale jego uderzenie głową minęło o centymetry słupek bramki strzeżonej przez Ciszewskiego. Chwilę później - również głową - uderzał Józkowicz, ale także niecelnie. Dobre okazje dla gospodarzy zmarnowali również Dutka i Bagnicki.
Goście próbowali kontrować, ale nie potrafili zagrozić bramce Borku. Bramkarz miejscowych, Macheta, w tej części tak naprawdę musiał interweniować tylko raz, gdy w 41 minucie pewnie złapał piłkę po uderzeniu Kasprzyka.
Borek atakował cierpliwie i dopiął swego tuż przed przerwie. Z rzutu rożnego dośrodkowywał Grzesiak, a w polu karnym najwyżej wyskoczył Bagnicki, który wyprowadził swój zespół na prowadzenie.
Druga połowa rozpoczęła się od mocnego uderzenia Borku. W 46 minucie Dutka po solowej akcji trafił w słupek, a groźnie uderzali także Kupiec i Grzesiak.
Z czasem coraz częściej do głosu zaczęli dochodzić jednak przyjezdni, którzy stwarzali coraz to groźniejsze sytuacje. W 64 minucie Bereta nie trafił w bramkę, a chwilę później uderzenie Porębskiego z 16 metrów obronił Macheta. W 75 minucie Tukajowi zabrakło centymetrów, by dojść do piłki dośrodkowanej w pole karne. Dwie minuty później dogrywał Rzeźniczek, a Kasprzyk trafił w słupek. Właśnie ten drugi doprowadził do wyrównania w 86 minucie ładnym uderzeniem z 20 metrów.