„Tempo” wraca! Kultowa gazeta sportowa – przez dekady obowiązkowa lektura kibiców w całej Polsce – już wkrótce w wyjątkowej książce. Ponad 50 lat historii tytułu opowiedzą jego najbardziej znani dziennikarze. Odsłonią kulisy fenomenu „Tempa”, które wychowało tysiące oddanych Czytelników.
Pierwsze materiały i archiwalia – najpierw u nas w Internecie!
Dlaczego „Tempo” rozpalało emocje? Co kochali w nim kibice, czego nie mieli nigdzie indziej? Skąd wziął się kult, który trwa do dziś? Odpowiedzi w kolejnych rozdziałach książki:
Od początku dominacja gospodarzy nie podlegała dyskusji i jedyną kwestią była ilość goli. Padły trzy, a powinno ich być przynajmniej drugie tyle. Goście od początku sprawiali wrażenie, jakby przestraszyli się rywala i nie mieli żadnych atutów, aby poważnie zagrozić bramce bezrobotnego Krystiana Stępniowskiego. Trzy sytuacje to stanowczo za mało. W 63 minucie - po wrzutce z wolnego Mateusza Kusiaka - Krzysztof Krauze główkował bardzo niecelnie, w 77 minucie uderzenie z dystansu Kusiaka daleko minęło słupek, a w 83 Paweł Kubik nie trafił w bramkę z 18 metrów.
Na tle Dunajca gospodarze spokojnie i rozważnie rozgrywali piłkę, długo utrzymywali się przy niej i choć zdarzały się niecelne podania, to postęp w grze z meczu na mecz jest widoczny. A sytuacji tyle, że można nimi obdzielić kilka spotkań. W 19 minucie Mateusz Stanek znalazł się sam przed bramkarzem i próbował go lobować. Uczynił to mało precyzyjnie i Mateusz Ludwa zdołał odbić futbolówkę. Dobitka Stanisława Dudzińskiego poszybowała ponad poprzeczką. Po upływie trzech minut podobna akcja i gol; po uderzeniu Kamila Białkowskiego nie miał problemów z dobitką Stanek. W 29 minucie Dudziński obsłużył Białkowskiego, który z bliska trafił w bramkarza.
Po chwili na środku boiska Dawid Szewczyk zaatakował wyprostowaną nogą Michała Nadolnika i od razu widać było, że stało się coś złego. Podbiegł sędzia i widząc nogę piłkarza ukarał winowajcę żółtą kartką. Tymczasem piłkarze łapali się za głowy i prosili o pomoc. Ktoś wezwał pogotowie, inni unieruchamiali nogę wijącego się z bólu futbolisty. Z pierwszych doniesień wynikało, że to otwarte złamanie nogi z przemieszczeniem. - Chciałbym wierzyć, że to był przypadek. Jeśli natomiast celowe zagranie, to ten piłkarz nie powinien już grać w piłkę - mówił po spotkaniu trener Dunajca, Wacław Maciosek. Po wznowieniu gry goście w zasadzie nie podjęli walki, ale po takim widoku trudno im się dziwić. W 39 minucie Ludwa wybiegiem poza pole karne próbował ratować sytuację i odbił piłkę ręką. Sędzia to zauważył, lecz ku ogólnej konsternacji pokazał... żółtą kartkę.
Tuż po przerwie było już 2-0. Do rzutu wolnego podszedł Mateusz Gamrot i z 20 metrów umieścił futbolówkę w "okienku". Uczynił to w takim stylu, że stadiony świata to za mało. Hutnicy widząc bezsilność rywala nie zamierzali zwalniać tempa gry. W 54 minucie Szewczyk z 30 metrów trafił w słupek, a później nastąpiła seria pozycji, po których piłka powinna wpaść do siatki. Najlepsze zaprzepaścili Michał Zdziński i Stanek. I wreszcie w 81 minucie gospodarze przeprowadzili najładniejszą akcję meczu. Po prostopadłym podaniu Damiana Burasa dwóch piłkarzy pobiegło samotnie na bramkarza. Michał Nawrot dograł do Stanka, a ten uderzeniem do pustej bramki dopełnił formalności.
Wacław Maciosek (trener Dunajca): - Spodziewaliśmy się, że będzie to ciężki mecz. Hutnik rozegrał dobre spotkanie i pokazał nam trochę prawdziwej piłki. Mieliśmy grać z kontry i początkowo nieźle to wyglądało, a gospodarze nie stworzyli groźnej sytuacji. Dopiero po stracie pierwszej bramki wszystko nam się rozsypało, a dodatkowo groźny uraz, który wybił nas z rytmu. Mam trochę pretensji do sędziego, bo gwizdał w sytuacjach niegroźnych i wynikających z gry. Kiedy jednak trzeba było, to nie reagował.
Krzysztof Przytuła (trener Hutnika): - Zgadzam się, że dominacja była po naszej stronie. Wynik powinien być wyższy, ale nie chcę być pazerny. Nie był to łatwy mecz i jak każdy inny trzeba go było wybiegać. Bardzo ciężko pracujemy, aby wygrywać.
Paweł Derlatka (prezes Hutnika): - W najbliższą niedzielę gramy z Wolanią Wola Rzędzińska, która przysłała pismo, że nie wpuści naszych kibiców. To już trzeci klub w tej rundzie i ta sytuacja nas przeraża. Jeśli nie chcą nas przyjmować, to może zagrają u nas, bo my chętnie gościmy wszystkich sympatyków futbolu.
***
Jak poinformowała wieczorem strona dunajeczakliczyn.futbolowo.pl, piłkarz doznał złamania z przemieszczeniem kości piszczelowej oraz wielokrotnego złamania kości strzałkowej.
* * *
Poniżej film zamieszczony na youtube.com a przygotowany przez portal www.hutnik.org
W 4 minucie i 36 sekundzie jest starcie Dawida Szewczyka z Michałem Nadolnikiem, które zakończyło się poważną kontuzją.