W Stalowej Woli było w sobotę jak na Estadio Santiago Bernabeu. Nie o poziom meczu jednak chodzi, a obyczaje - kilkanaście minut przed końcem spotkania najzagorzalsi fani gospodarzy wyciągnęli białe chusteczki i zaintonowali pieśń o zmianie trenera. Przemysław Cecherz nie potrzebował podpowiedzi i zachował się honorowo: po meczu podał się do dymisji.
Zarząd klubu zajmie się sprawą w poniedziałek, ale trudno przypuszczać, by Cecherz akurat teraz stracił pracę. W środę Stal czeka ciężki wyjazdowy pojedynek z GKP Gorzów Wielkopolski. Rozbitej drużynie potrzeba spokoju, radykalne pomysły mogłyby ją wpędzić w jeszcze większy dołek.
Prawda jest jednak taka, że tylko cud (czytaj: zwycięstwo w Gorzowie) może uratować Cecherza. Gdy wydawało się, iż Stal wychodzi z kryzysu - po dobrych meczach przeciwko Wiśle Płock - przyszedł kolejny katastrofalny występ.
Znajdujący się w niewiele lepszej sytuacji GKS Katowice przeprowadził dwie kontry i strzelił dwa gole. Wygrał w Stalowej Woli pierwszy raz od 15 lat.