Ireneusz Gryboś miał dużą łatwość w dochodzieniu do sytuacji bramkowych, ale wszystkie seryjnie marnował. Po meczu nie miał wesołej miny, a całą winę za porażkę Stali wziął na siebie.
- Chciałbym przeprosić trenera, kibiców oraz kolegów z zespołu, bo zdaję sobie sprawę, że zawiodłem - bił się w pierś Ireneusz Gryboś - Gdybym wykorzystał chociaż jedną z sytuacji, to ten mecz byśmy wygrali. Zdaję sobie sprawę, że w tych sytuacjach mogłem się lepiej zachować, ale brakowało również trochę szczęścia. Raz piłka zatrzymała się na słupku, a innym razem znowu bramkarz jakimś cudem obronił kołkami. Zagraliśmy naprawdę dobry mecz, a tych sytuacji było sporo. Oprócz mnie okazje mieli jeszcze Udoudo i Paweł Kloc, ale nic nam nie chciało wpaść. Podnosimy się już od wielu spotkań, ale cały czas bezskutecznie.