Zdarte do krwi kolano to namacalny dowód, iż lewonożny obrońca "pasiaków" w derbach się nie oszczędzał. Jeden z najbardziej niedocenianych piłkarzy Resovii opowiada o dzisiejszym meczu ze Stalą i nie tylko.
PIOTR SZKOLNIK, obrońca Resovii: Na szczęście mamy w zespole Kamila...
- Oto najnowsza historia derbów: trzy zwycięstwa Resovii w lidze, dwie wygrane w pucharze. Macie patent na Stal, bez dwóch zdań...
- Na to wychodzi. Do Resovii trafiłem półtora roku temu i jeszcze ze Stalą nie przegrałem. Dziś mogło być 2-1 albo 3-2, bo trzeba przyznać, że rywale - zwłaszcza przed przerwą - wysoko zawiesili poprzeczkę.
- Pan miał co robić. Wojciech Krauze był dobrze dysponowany, w 64 minucie uciekł Panu, dośrodkował i goście zdobyli kontaktowego gola.
- Nie zamierzam się usprawiedliwiać, ale prawda jest taka, że niefortunnie się w tej akcji pośliznąłem. Na szczęście mamy w zespole Kamila Walaszczyka. "Pociągnął" naszą grę, w najważniejszym momencie strzelił cudowną bramkę. Poprowadził nas do zwycięstwa.
- To był najważniejszy mecz rundy?
- Prestiżowy, ale tak samo ważny, jak pozostałe. Przygotowujemy się i trenujemy z myślą o całym sezonie, nie tylko derbach Rzeszowa.
- Pan, dla niektórych dość nieoczekiwanie, wyrósł na piłkarza, którego niełatwo zastąpić. Przekonaliśmy się o tym, gdy pauzował Pan z powodu kartek.
- Bez przesady. Ze świetnym skutkiem zastąpił mnie Rafał Turczyn.