- To mój pierwszy mecz przeciwko Holendrom, ale nie będzie dla mnie specjalny - zapewnia holenderski obrońca Wisły Kew Jaliens. - Zamknąłem rozdział „występy w lidze holenderskiej” i teraz dla mnie liczy się tylko Wisła.
- Dla mnie nie będzie to jakiś specjalny mecz – to będzie raczej coś fajnego, bo przecież znam trenera Twente, kilku piłkarzy tam występujących - mówi Jaliens. Uważa, że u siebie Twente jest silniejsze niż na wyjazdach i mecz z nim będzie jednym z dwóch najtrudniejszych w Lidze Europejskiej, obok spotkania z Fulham. - Nie ma co prawda jakiś różnic w ich taktyce, ale przecież każdy grając u siebie każdy czuje się mocniej. Masz chociażby za sobą swoich kibiców. Bardziej chodzi mi o sferę mentalną niż o różnice w taktyce.
Jaliens mówi, że choć zna dobrze kilku zawodników Twente nie będzie udzielał wiślakom rad jak z nimi grać. - Nie muszę udzielać takich rad, bo nasi trenerzy dobrze wykonali swoją robotę i przygotowali dla nas analizy na temat rywala. Moi koledzy z obrony mogą więc dostać informacje ode mnie, ale wszystko przekażą im trenerzy. Twente to nadal mocny zespół, który trudno będzie pokonać. Owszem, stracili najbardziej kreatywnych zawodników, więc drużyna może ucierpiała na kreatywności, ale inni zawodnicy ich zastępują i co tydzień pokazują, że robią to dobrze.
W trakcie meczów trener Maaskant i Jaliens porozumiewają się po holendersku, tym razem będą to rozumieć rywale. -Jeśli będę chciał coś powiedzieć, zrobię to po cichu. W Polsce rzeczywiście jest to naszą przewagą, że możemy do siebie mówić po holendersku i nikt nas nie rozumie. Tym razem więc może będę porozumiewał się z trenerami i innymi zawodnikami po polsku... - żartuje obrońca.
wisla.krakow.pl/ST