– Mecz był bardzo interesujący, spektakularny. Rozpoczęliśmy go dobrze, mając go pod kontrolą. Nie mieliśmy zbyt wielu okazji, ale myślę, że w pierwszej połowie graliśmy całkiem dobrze. Niestety, straciliśmy gola po jednym z niewielu strzałów Polonii. Musieliśmy więc gonić wynik i udało nam się to w drugiej połowie – powiedział o meczu z Polonią trener Wisły, Robert Maaskant.
– Przyjechaliśmy po zwycięstwo, ale przegrywaliśmy po pierwszej części spotkania, więc zrobiłem kilka zmian; zwiększyliśmy tempo gry i odrobiliśmy straty. Dobrą indywidualną akcją popisał się Ivica Iliev i po tej akcji zasłużenie zdobyliśmy gola. Od tamtego momentu spotkanie mogło potoczyć się różnie. Oba zespoły atakowały, mecz był wyrównany. Andraż Kirm powinien strzelić gola w końcówce i wtedy byłoby po wszystkim, ale z drugiej strony Polonia również mogła zdobyć bramkę po kontrataku – zauważył.
– Powiedziałem piłkarzom po meczu, że mam dla nich wielki szacunek za walkę i za to, że do końca grali o zwycięstwo, szczególnie po tym, co pokazali w Europie. Spotkanie było dla nas trudne. Drużynom, grającym w pucharach zdarza się tracić punkty w lidze. My wywozimy punkt z trudnego terenu, po grze z dobrą drużyną. Cieszylibyśmy się z trzech punktów, ale mamy jeden – podkreślał opiekun "Białej Gwiazdy".
Na pytanie o to, czy nie obawia się powtórzenia sytuacji Lecha z ubiegłego sezonu, który dobrze radził sobie w Europie, ale zawodził w lidze, Robert Maaskant odparł: – Uważam, że mamy większy skład, porównując z Lechem z u biegłego sezonu. Mamy 17-18 piłkarzy, którzy są do mojej dyspozycji, doszło czterech nowych zawodników. Chcemy grać dobrze zarówno w Europie, jak i w ekstraklasie. Straciliśmy punkty w meczu, w którym nie powinniśmy, ale nie przegrywamy meczów wyjazdowych. Myślę, że damy sobie radę z taką sytuację – zakończył szkoleniowiec.
AM/wisla.krakow.pl