Wisła Kraków jest krok od mistrzostwa Polski po zwycięstwie nad Lechem Poznań. – Nie zgodzę się z twierdzeniem, że Lech był słaby. My byliśmy mocni i chcieliśmy wygrać – komentował spotkanie Patryk Małecki.
Ofensywny pomocnik otrzymał sporo zadań defensywnych, przez co zdecydowanie trudniej było go dostrzec w sytuacjach pod bramką strzeżoną przez Krzysztofa Kotorowskiego. – Najważniejsze są nasze zwycięstwa. Pewnie, że wolałbym strzelać bramki i asystować, ale ma takie a nie inne zadania i muszę się do nich dostosować – odniósł się do kwestii organizacji defensywy.
– Słabe tempo? Z boiska wyglądało to inaczej. To był zacięty mecz. Graliśmy rzetelnie jako drużyna – twierdził „Mały”. – Chcieliśmy jak najszybciej strzelić bramkę, ale udało się to dopiero w drugiej połowie – nawiązywał do postawy zespołu. Nim objął prowadzenie po uderzeniu Cwetana Genkowa, wyśmienitą sytuację zmarnował Andraż Kirm. – Na pewno bym go nie udusił, gdybyśmy nie odnieśli zwycięstwa. Chciał dobrze. Nie ma co rozpamiętywać tamtej sytuacji. Wyglądała na łatwą, a Andraż niepotrzebnie zwolnił i nie trafił – przyznał Małecki.
Uwagę przykuły wydarzenia na trybunach, ale Małecki krótko skwitował: - Nie wypowiadam się na temat kibiców.
W niedzielę przed wiślakami kolejne prestiżowe spotkanie. Na stadion przy Reymonta zawita Cracovia, która w tamtym sezonie przekreśliła marzenia o mistrzostwie. – Już nie mogę się doczekać tego meczu. Derby rządzą się własnymi prawami i na pewno zobaczymy dużo walki. Każdy z nas będzie musiał dać z siebie wszystko. Cracovia wygrała ostatnio dwa spotkania, więc nie można patrzyć w taki sposób, że przyjedzie do nas drużyna z końca tabeli – zaznaczył.
rb