Kończące 22. kolejkę Ekstraklasy spotkanie przyniosło niespodziankę. 24 września 2010 roku Korona Kielce wygrała u siebie 2-1 ze Śląskiem i była to ostatnia w obecnym sezonie ligowa porażka wrocławian. Dzisiaj znów kielczanie wygrali i przerwali świetną passę podopiecznych Oresta Lenczyka.
Śląsk Wrocław - Korona Kielce 0-1 (0-0)
0-1 Stano 75
Sędziował Sebastian Jarzębak z Bytomia. Żółte kartki: Sztylka, Madej - Jovanović.
ŚLĄSK: Kelemen - Socha, Celeban, Fojut, Pawelec, Madej, Sztylka (80 Dudek), Kaźmierczak, Mila, Ćwielong (80 Sobota), Diaz (68 Łukasz Gikiewicz).
KORONA: Małkowski - Golański (88 Malarczyk), Hernani, Stano, Lisowski, Markiewicz, Lech (76 Puri), Jovanović, Korzym (69 Dirceu), Edi Andradina, Niedzielan.
st
***
Marcin Sasal (trener Korony): - W pierwszej połowie chcieliśmy zagrać bardziej zachowawczo, żeby przede wszystkim nie stracić bramki. Statystyki z tego meczu nie są dla nas budujące, ale najważniejsze, że cel został osiągnięty. W przerwie uczulałem zawodników, że Śląsk się otworzy, bo będzie chciał to spotkanie wygrać i na pewno będziemy mieli okazje do kontrataków. Była ta sytuacja Niedzielana, to mógł być kluczowy moment tego spotkania. Zdobyliśmy gola po stałym fragmencie gry i chcieliśmy obronić ten wynik do końca. Kapitalny mecz zagrał dzisiaj Zbyszek Małkowski, który obronił dwie, trzy sytuacje bramkowe dla Śląska. Cieszę się, że się w końcu przełamaliśmy. W końcu mamy zwycięstwo, na tę radość w szatni czekaliśmy bardzo długo, nawet nie pamiętam, kiedy ostatnio wygraliśmy. Myślę, że teraz będziemy mieli już z górki. Wróciło dzisiaj do nas szczęście, którego nam brakowało.
Orest Lenczyk (trener Śląska): - Stało się, trener zawsze w takiej sytuacji na końcu przegrywa. Szkoda, że to nie ja dzisiaj przegrałem, tylko drużyna. Serdecznie dziękuję kibicom za skandowanie mojego imienia i nazwiska, przyznam szczerze, że na początku w ogóle tego nie usłyszałem, tak bardzo byłem zajęty tym, co się dzieje na boisku. Mecz był dla nas nieudany, drużyna, która wygrała, wywalczyła to zwycięstwo po błędzie naszego bramkarza. Prawdopodobnie większość golkiperów w takiej sytuacji by tę piłkę piąstkowało. Przegrała drużyna, która nie zdobyła bramki i nie potrafiła znaleźć antidotum na obronę Korony, która stawała na 25. metrze i wybijała piłki. Nasza gra była chaotyczna, nie mogliśmy stworzyć sobie sytuacji do strzelenia nie tylko bramki, ale nawet w kierunku bramki. Jak przypomnę sobie ile obydwaj napastnicy oddali strzałów na bramkę, to na pewno było ich o wiele za mało. Korona była bardzo groźna, każdy ich kontratak był bardzo niebezpieczny. Powstrzymanie ich kontr na pewno kosztowało naszych zawodników sporo sił. Los tak chciał, że jeszcze przed świętami mamy mecz z Wisłą – zdaję sobie sprawę z tego, że poprzeczka została zawieszona bardzo, bardzo wysoko.
slaskwroclaw.pl